GRUPA MODLITEWNA

Najmłodszą grupą parafialną jest zawiązana wspólnota modlitewno-formacyjna podczas rekolekcji w październiku 2024 r. Przyjęła nazwę Grupa Modlitewna. Spotkania odbywają od września 2025 r.  raz w miesiącu (1-szy poniedziałek miesiąca). Moderatorem grupy jest proboszcz ks. Ryszard Królicki. Uczestnicy grupy, a jest nas na dzień dzisiejszy 30 osób, otrzymują powiadomienia i się kontaktują przez prywatny komunikator WhatsApp  . Administratorem technicznym jest Michał Górecki.

REKOLEKCJE WAKACYJNE LUDZI ZBOISK I NIE TYLKO 

Temat tegorocznych rekolekcji wakacyjnych: Św. Ignacy Antiocheński – Metoda ewangelizacji parafii


Dziś wielu katolickich przewodników duchowych zaczyna odważnie stawiać tezę, że nie sposób
kroczyć za Jezusem drogą Ewangelii, jeżeli nie przepracujemy w swoim wnętrzu mrocznych
lat, kiedy na świecie panował Covid. Potwierdzają to ojcowie Kościoła i nauczyciele katoliccy,
którzy, podsumowując niosące żniwo śmierci zarazy w historii ludzkości, stwierdzają
kategorycznie, że największe spustoszenie dokonało się w dziedzinie duchowości.
Współczesny Covid jednak nie był jedynie przyczyną choroby, ale zaplanowanym zjawiskiem
społecznym, jakie nigdy dotąd nie występowało w ogólnoświatowym zakresie. Przewodnikiem
dla wierzących stał się Internet. W jego „świątyni” oglądaliśmy Msze św., wirtualnie
oczywiście. Katechizowaliśmy i odmawialiśmy wirtualne różańce. Mogliśmy to robić w swoich
domach, we wspólnocie rodzinnej. Ale jak to? Przecież w telewizji lansowano, aby iść do
świątyni Internetu. Odbywaliśmy mnóstwo rekolekcji, wirtualnych oczywiście, z ogromną
ilością uczestników, nawet niewierzących, ale bez żadnych wymagań i zobowiązań, tworzyliśmy
grupy dzielenia, zaczęliśmy budować wirtualny Kościół. Wtedy najwięcej ludzi, tradycyjnie
wierzących, odeszło od żywego Kościoła. Słudzy Covida do dziś gromadzą wirtualnych
wierzących w świątyni Internetu.
My zaś po tych mrocznych latach poszliśmy za Jezusem na Górę Tabor w Rzeszowie i na Górę
Wtajemniczenia w Modlitwę Pańska w Myczkowcach. Dziś staje przed nami św. Ignacy z
Antiochii i mówił nam, że chce nas zaprowadzić do naszych wspólnot parafialnych, nauczyć
swojej metody ewangelizacji parafii. Św. Ignacy Antiocheński pragnie nas nauczyć
ewangelizacji dzisiejszego Efezu, Magnezji, Tralleis, Rzymu, Filadelfii, Smyrny. Na koniec chce
nas nauczyć jak ewangelizować przyjaciół, ludzi bliskich naszemu sercu, w osobie św.
Polikarpa.
PÓJDŹ Z NAMI TĄ DROGĄ! ZABIERZ ze sobą Najbliższych, Przyjaciół i Tych, do których Pan Cię
posyła!

Miejsce: OŚRODEK WYPOCZYNKOWO-REHABILITACYJNY w Myczkowcach:
htps://myczkowce.org.pl/ )
Termin: 16-19.07.2026
Zapisy i informacje: Sabina Zubel, e-mail: rekolekcje.myczkowce26@interia.pl

Prosimy o zgłaszanie się najpóźniej w terminie do niedzieli 12.07.2026 r. (włącznie), przy czym
w przypadku diet lub innych potrzeb, prosimy nie czekać na ostatni moment

REKOLEKCJE LUDZI ZBOISK I NIE TYLKO 

OGŁOSZENIA WSPÓLNOTY LUDZI ZBOISK

SESJA CZERWCOWA – MIEJSCE PIASTOWE
13-14.VI 2026 r. (sobota-niedziela)

Poniżej link do zdjęć z Rekolekcji W Miejscu Piastowym

https://photos.app.goo.gl/5PNtoLyQGxCkzvBK6

KATECHEZY Z REKOLEKCJI

Katecheza I.        WYBRANI, ABY BYLI Z NIM

Wstęp: Pułapka religijnego aktywizmu

Żyjemy w kulturze, która mierzy naszą wartość miarą produktywności. Cenimy się za to, co robimy, ile osiągamy i jakie role pełnimy – w pracy, w rodzinie,
a nawet w naszych wspólnotach parafialnych. Bardzo łatwo przenosimy ten mechanizm na relację z Bogiem, zamieniając wiarę w listę zadań do odhaczenia.

Tymczasem Jezus na kartach Ewangelii drastycznie odwraca tę piramidę wartości. W Ewangelii wg św. Marka czytamy fundamentalne słowa: „Wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał… I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli [aby byli z Nim], i aby ich wysyłać na głoszenie nauki” (Mk 3,13-14).

Zwróćmy uwagę na precyzję tego tekstu. Jezus nie powołuje uczniów w pierwszej kolejności do wielkich misji, ewangelizacji czy spektakularnych dzieł. Pierwszym i nadrzędnym celem powołania chrześcijańskiego jest po prostu być z Nim. Misja nie jest celem samym w sobie – ona jest dopiero konsekwencją tej obecności. Chrześcijaństwo to nie system zasad, ale relacja osób.
    Ponad szesnaście wieków temu tę samą duchową diagnozę postawił św. Augustyn. W swoich Wyznaniach napisał słowa, które idealnie opisują dramat człowieka zagubionego w zewnętrznym działaniu:

„Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie. (…) Późno Cię ukochałem, Piękności tak dawna a tak nowa, późno Cię ukochałem! Wróciłem do mojego wnętrza, a Ty byłeś wewnątrz, ja zaś byłem na zewnątrz i tam Cię szukałem… Byłeś ze mną, a ja nie byłem z Tobą”.

Zadajmy sobie to pytanie na samym początku: Czy szukając Boga w strukturach, obowiązkach i obowiązkowych praktykach, nie zostawiamy Go samego w naszym własnym sercu?

 1. Boża tęsknota za obecnością

Jezusowe zaproszenie „aby byli z Nim” nie jest nowym pomysłem Nowego Testamentu. To odwieczny zamysł Boga, który przewija się przez całą historię zbawienia. Gdy otworzymy Księgę Rodzaju, odkryjemy, że zanim pojawiło się jakiekolwiek przykazanie, istniała bliskość. Bóg przechadzał się z człowiekiem po ogrodzie Eden w powiewie wieczornego chłodu (Rdz 3,8). Gdy człowiek zgrzeszył, pierwsze pytanie Boga nie brzmiało: „Co zrobiłeś?”, ale: Gdzie jesteś?” (Rdz 3,9). To był krzyk tęsknoty za utraconą obecnością.

Gdy Bóg zawiera Przymierze z Izraelem, nie podpisuje z nim kontraktu handlowego. Używa formuły, która w istocie jest wyznaniem miłości:

„Będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem” (Jr 30,22). A o Mojżeszu Pismo Święte mówi z zachwytem: A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem (Wj 33,11).

Mojżesz mógł skutecznie prowadzić lud przez pustynię tylko dlatego, że najpierw spędzał godziny w Namiocie Spotkania, wpatrując się w Boga. Bo przebywanie z Bogiem nie polega na zbieraniu informacji o Nim, ale na pozwoleniu, by Jego obecność nas prześwietliła. Doskonale rozumiał to św. Grzegorz z Nyssy, który tłumaczył istotę tego wewnętrznego spotkania:

„Wzrok duszy nie polega na wiedzy o Bogu, ale na posiadaniu Boga w sobie. Bóg ukrył się w twoim sercu; jeśli oczyścisz swoje wnętrze z brudu świata, zabłyśnie w tobie piękno Bożego obrazu, a ty, patrząc w siebie, zobaczysz Tego, którego pragniesz”.

Zgłębiając ten tekst, widzimy wyraźnie: dorosła, dojrzała duchowość nie polega na nieustannym gadulstwie i studiowaniu teologii, ale na oczyszczaniu serca, by stało się ono namiotem spotkania.
 2. Trwanie w ciszy kontra „święty niepokój”

     W Nowym Testamencie to zaproszenie do intymności zyskuje swój najgłębszy wyraz w metaforze Krzewu Winnego. Jezus mówi wprost: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was. Jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie… tak i wy, jeśli we Mnie trwać nie będziecie” (J 15,4).

Latorośl nie produkuje owoców poprzez wysiłek woli czy stres. Ona po prostu trwa w pniu i pije soki. Kiedy chrześcijanin przestaje trwać przy Chrystusie, jego życie duchowe staje się jałowe, a on sam wchodzi w stan duchowego wypalenia. Jezus ostrzega: „Bezemnie nic nie możecie uczynić (J 15,5). Możemy zorganizować dziesiątki akcji, przeczytać setki książek, ale bez Niego te dzieła będą martwe.

Doskonałą ilustracją tego dramatu jest ewangeliczna scena w domu Marty i Marii (Łk 10,38-42). Marta nie robiła nic złego – ona służyła samemu Bogu! Jednak jej serce było rozproszone i pełne pretensji. Maria natomiast wybrała coś innego – usiadła u stóp Jezusa i po prostu słuchała.


Jezus nie potępił pracy Marty, ale skorygował jej niepokój. Pokazał, że praca dla Boga nigdy nie może zastąpić bliskości z Bogiem. Komentując tę scenę, papież św. Grzegorz Wielki przypomina nam, co jest wieczne, a co doczesne:

„Życie czynne [Marta] kończy się wraz ze śmiercią tego ciała, podczas gdy życie kontemplacyjne [Maria] zaczyna się tutaj, aby osiągnąć doskonałość w niebieskiej ojczyźnie. (…) Marta troszczy się o wiele rzeczy, ale Maria wybrała najlepszą cząstkę, ponieważ słuchanie Słowa w ciszy nie zostanie człowiekowi odebrane, podczas gdy trudzenie się dla świata przeminie”.
Aby jednak usiąść u stóp Jezusa jak Maria, musimy zgodzić się na ciszę. W świecie pełnym bodźców i hałasu, cisza stała się towarem luksusowym, przed którym uciekamy. Często zagłuszamy Boga nawet na modlitwie, zalewając Go potokiem naszych słów. Tymczasem św. Ignacy Antiocheński, uczeń samego św. Jana Apostoła, zostawił nam genialną intuicję duchową:

„Kto posiada słowo Jezusa, ten może prawdziwie słyszeć nawet Jego ciszę, aby być doskonałym, aby działać przez to, co mówi, i dać się poznać przez to, w czym milczy. Lepiej jest milczeć i być, niż mówić i nie być”.

Być z Nim to uczyć się słuchania Jego ciszy. Dopiero z tej ciszy rodzi się słowo, które ma moc zmieniać świat.

 3. Zasada ognia, czyli jak bliskość nas przemienia

      Jakie są skutki tego, że jesteśmy z Nim? Pierwszym skutkiem jest głęboka, wewnętrzna przemiana naszego charakteru. W Dziejach Apostolskich czytamy niesamowite zdanie. Gdy żydowski Sanhedryn przesłuchiwał Piotra i Jana, uczeni w Piśmie byli zdumieni ich odwagą: „Widząc odwagę Piotra i Jana, a stwierdziwszy, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się. Rozpoznawali w nich tych, którzy byli z Jezusem (Dz 4,13).

Ci prości rybacy nie skończyli uniwersytetów. Ich siłą nie była erudycja, ale to, że spędzili trzy lata w obecności Mistrza. Oni po prostu zaczęli pachnieć Chrystusem. Przejęli Jego sposób mówienia, Jego spojrzenie na człowieka, Jego miłość.
    To jest właśnie wielka tajemnica chrześcijaństwa: nie zmieniamy się poprzez samodoskonalenie czy trening silnej woli. Zmieniamy się przez bliskość.
Św. Cyryl Aleksandryjski używa tutaj genialnego porównania, które warto zapamiętać: „Jak ten, kto dotyka ognia, sam staje się płonący, tak i ten, kto jednoczy się z Chrystusem i trwa w Nim, zostaje napełniony Jego Boską mocą
i świętością. Nie stajemy się Chrystusem przez naturę, ale przez przebywanie
z Nim nasze serce zaczyna bić Jego życiem”.

Jeśli spędzasz czas z Jezusem, stajesz się jak kawałek żelaza wrzucony w ogień – zaczynasz świecić i parzyć tym samym ciepłem, co On. Twoje dorosłe życie – twoje małżeństwo, relacje w pracy, wychowanie dzieci – nie potrzebują twoich idealnych strategii. Potrzebują ciebie napełnionego Bożym ogniem.

Podsumowanie i aplikacja duchowa

      Bycie z Jezusem to nie jest tania, sentymentalna duchowość. To twarda, egzystencjalna decyzja dojrzałego człowieka. To zgoda na to, by On stał się centrum moich decyzji, moich sukcesów i moich kryzysów.

Niech to dzisiejsze spotkanie ze Słowem owocuje w nas bardzo konkretnym pytaniem do osobistego rachunku sumienia: Czy moja relacja z Bogiem to tylko „konsultacja medyczna”, kiedy mam problem, i „lista zakupów”, gdy czegoś potrzebuję? Czy jest w moim tygodniu czas na bezinteresowne, ciche przebywanie w Jego obecności?
Jezus nie potrzebuje naszych rąk do pracy, dopóki nie posiądzie naszego serca.
Na koniec zostawia nam najpiękniejszą obietnicę, która jest fundamentem naszej nadziei: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,20). On już tu jest. Jedyne, co musimy zrobić, to odpowiedzieć na Jego obecność swoją własną, uważną obecnością.

Katecheza II.  JESTEM UCZNIEM JEZUSA CHRYSTUSA

1. Kulturowy szok uczniostwa

   W dzisiejszym świecie słowo „uczeń” kojarzy się nam z ławką szkolną, ocenami i teorią. W świecie starożytnym bycie uczniem oznaczało całkowitą zmianę stylu życia. Greckie słowo określające ucznia to mathetes, co dosłownie oznacza „praktykant”. Praktykant nie uczy się z podręcznika – on patrzy na ręce mistrza i robi dokładnie to samo co on. W tradycji judaistycznej młodzi ludzie sami szukali wybitnych rabinów i prosili o przyjęcie do ich szkół. Jezus odwraca ten porządek: to On sam idzie i wybiera tych, których chce.

2. Korzenie w Starym Testamencie: Od proroctwa do relacji

Zanim Jezus wezwał pierwszych Apostołów nad Jeziorem Galilejskim, Bóg przez wieki przygotowywał lud na głęboką relację Uczeń-Mistrz. W Starym Testamencie bycie uczniem Boga oznaczało wierność Przymierzu i podążanie za Bożym głosem.

– Powołanie Elizeusza przez Eliasza (1 Krl 19, 19-21):
Gdy Eliasz powołuje Elizeusza, zarzuca na niego swój płaszcz. Elizeusz natychmiast zostawia woły, którymi orał ziemię, żegna się z rodzicami i idzie służyć prorokowi. To starotestamentalna zapowiedź radykalizmu ewangelicznego.

– Proroctwo o wewnętrznym uczniostwie (Iz 54, 13):

„Wszyscy twoi synowie będą uczniami Pana i wielki będzie pokój twych dzieci”.
Izajasz zapowiada czasy, w których relacja z Bogiem nie będzie jedynie zewnętrznym prawem zapisanym na kamieniu, ale wewnętrznym pragnieniem serca każdego człowieka.

–  Proroctwo Jeremiasza (Jer 31, 33):

„Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę je na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi ludem”.
Być uczniem w duchu Starego Testamentu to pozwolić Bogu, by ukształtował nasze wnętrze.

3. Nowy Testament: „Pójdź za Mną”

    W Nowym Testamencie powołanie nabiera konkretnego oblicza – twarzy Jezusa Chrystusa. Ewangelie pokazują nam precyzyjną dynamikę tego, jak stajemy się uczniami.

[Inicjatywa Jezusa: „Pójdź za Mną”] —> [Natychmiastowa decyzja: Zostawienie sieci] —> [Codzienne naśladowanie i krzyż]

A. Inicjatywa Mistrza

Tekst źródłowy (Mt 4, 18-20):

„Gdy [Jezus] przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim”.

Kluczowy wniosek: Jezus nie powołuje ludzi idealnych, wykształconych czy bezgrzesznych. Powołuje ich w trakcie ich codziennych, zwykłych obowiązków. Uczniostwo zaczyna się od darmowego wybrania.

B. Koszt uczniostwa

Jezus nigdy nie obiecywał, że droga ucznia będzie usłana różami. Wymaga ona radykalnych wyborów.

Tekst źródłowy (Łk 14, 27.33):

„Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, nie może być moim uczniem. (…) Tak więc każdy z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”.

Tekst źródłowy (J 13, 35):

„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”.
Miłość braterska i gotowość do ofiary to oficjalny dowód tożsamości chrześcijanina.

4. Ojcowie Kościoła o radykalizmie uczniostwa

Ojcowie Kościoła, zwłaszcza ci z pierwszych wieków, doskonale rozumieli, że bycie uczniem Chrystusa może kosztować życie. Przelewali tę prawdę do swoich pism:

–  Św. Ignacy Antiocheński (zm. ok. 107 r.) – List do Rzymian:
Ignacy, jadąc na śmierć męczeńską do Rzymu, pisał do tamtejszych chrześcijan, by nie próbowali go ratować. Pragnął zjednoczenia z Chrystusem: „Dopiero teraz zaczynam być uczniem. Niechaj nic z rzeczy widzialnych i niewidzialnych nie zazdrości mi odejścia do Jezusa Chrystusa. Niech przyjście ognia, krzyża, dzikich zwierząt, rozszarpanie, rozproszenie kości (…) spadną na mnie, bylebym tylko posiadł Jezusa Chrystusa”.
Dla Ignacego pełne uczniostwo realizuje się w upodobnieniu do Mistrza aż po oddanie życia.

–  Św. Augustyn (354–430 r.) – Kazanie 96:
Augustyn zwraca uwagę, że naśladowanie Chrystusa polega na poskromieniu własnej pychy: „Co to znaczy: iść za Chrystusem? Znaczy naśladować Chrystusa. Chrystus uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci. (…) Szukasz drogi, by dojść do wielkości? Zacznij od pokory. Chcesz wznieść wielką budowlę, pomyśl najpierw o fundamencie pokory”.

5. Podsumowanie

Być uczniem Jezusa dzisiaj, w XXI wieku, oznacza codzienny proces formacji serca. Nie jesteśmy doskonali, często upadamy jak Piotr, ale kluczem jest powrót do Mistrza.
do osobistej refleksji):

  1. Czy słucham mojego Mistrza? (Jak wygląda moja codzienna lektura Pisma Świętego?)
  2. Czy zostawiłem swoje „sieci”? (Co w moim życiu odciąga mnie od pójścia za Bogiem – czy jest to lenistwo, opinia innych, czy przywiązanie do rzeczy materialnych?)
  3. Jak reaguję na trudności? (Czy potrafię przyjąć codzienny krzyż bez narzekania, wiedząc, że Jezus idzie obok mnie?)

Katecheza III. UCZEŃ POSŁANY DO ŚWIATA (misjonarz)

  1. Żyjemy w świecie jaki jest …  

Często wydaje nam się, że żyjemy w czasach bezprecedensowego kryzysu wiary. Patrzymy na współczesność i z niepokojem stwierdzamy, że świat wokół nas stał się wybitnie bezbożny, obcy, a momentami wręcz wrogi. W sercu chrześcijanina rodzi się wtedy naturalna, ale głęboko błędna pokusa: uciec do bezpiecznego getta, zamknąć się w murach świątyni albo podjąć agresywną walkę. Jezus jednak nigdy nie planował dla swojego Kościoła strategii schronu. W swojej Modlitwie Arcykapłańskiej zostawił nam jasne wytyczne:

„Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego” (J 17, 15).

Ta prawda jaśniała najmocniej u początków chrześcijaństwa. W II wieku, w samym sercu pogańskiego i okrutnego Imperium Rzymskiego, anonimowy autor napisał przejmujący List do Diogneta. Opisywał w nim rzeczywistość, która powinna być lustrem dla nas dzisiaj: „Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani strojem, ani mową, ani obyczajami… Mieszkają w miastach greckich i barbarzyńskich, słuchają lokalnych praw, a jednak manifestują przedziwny i godny podziwu sposób życia… Są w ciele, ale żyją nie według ciała. Mieszkają na ziemi, lecz są obywatelami nieba. (…) Czym jest dusza w ciele, tym są chrześcijanie w świecie”.

Zrozummy ten teologiczny wniosek: naszym zadaniem nie jest budowanie murów i ucieczka. Mamy być duszą tego świata. Dusza pozostaje niewidoczna, ale bez niej ciało obumiera i staje się prochem. Dokładnie tak samo świat bez naszej świętości skazany jest na duchowy rozkład. Dotyka nas dzisiaj potężne wezwanie świętego Pawła: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu” (Rz 12, 2). Jak przełożyć to na codzienność? Przejdźmy przez trzy konkretne praktyki duchowe, które pozwalają przetrwać w świecie i go przemienić

Praktyka 1: Praca jako ołtarz i Ofiara Duchowa

     Zastanówmy się najpierw, jak zamienić osiem godzin spędzonych w biurze, fabryce, szkole czy w domu w przestrzeń realnego posłania. Pismo Święte zostawiło nam w Liście do Kolosan radykalną, urzekającą instrukcję:

„Cokolwiek czynicie, z serca wykonujcie, jak dla Pana, a nie dla ludzi, świadomi, że od Pana otrzymacie nagrodę – dziedzictwo. Służycie Chrystusowi jako Panu!” (Kol 3, 23-24).
Z tą biblijną prawdą doskonale współbrzmi mądrość świętego Jana Chryzostoma. Ten wielki patriarcha Konstantynopola, zwany Złotoustym, przypominał swoim słuchaczom, że liturgia nie kończy się z chwilą opuszczenia świątyni.
Głosił, że zaraz po przekroczeniu progu kościoła uczeń Jezusa natyka się na „drugi ołtarz”. Mówił: „Ten ołtarz możesz postawić wszędzie: na rynku, na ulicy, w miejscu pracy. Kiedy okazujesz miłosierdzie, kiedy rzetelnie wykonujesz swoje obowiązki – składasz na nim ofiarę”.

W praktyce oznacza to rewolucję naszej porannej intencji. Zanim włączysz komputer, zanim chwycisz za narzędzia pracy, oddaj tę przestrzeń Bogu. Twoja absolutna uczciwość, Twoja odmowa udziału w niszczących plotkach w pokoju socjalnym oraz Twoja zwyczajna punktualność stają się pierwszymi, najskuteczniejszymi narzędziami ewangelizacji.

Musimy zwalczyć w sobie chrześcijańską przeciętność. Bylejakość w pracy jest najgorszym antyświadectwem. Dawni Ojcowie Pustyni doskonale to rozumieli – uczyli, że monotonne plecenie koszy czy żmudne przepisywanie ksiąg było dokładnie taką samą modlitwą, jak uroczysty śpiew psalmów. Twoje profesjonalne i uczciwe zaangażowanie to Twój ołtarz.

Praktyka 2: Strzeżenie zmysłów w hałasie świata

     W świecie, który bez przerwy krzyczy i ocenia, Twoje opanowanie, spokój i powściągliwość w osądach będą profetycznym znakiem. Pamiętajmy o słowach Mędrca: „Gdzie wielomówstwo, tam nie brak występku, lecz kto kiełzna swe wargi – jest mądry” (Prz 10, 19).

Gdy myślimy o radykalnej straży serca przed hałasem świata, przed moich oczu staje niezwykła postać kobieca z historii kina – Dolores Hart. Na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku była ona u szczytu hollywoodzkiej sławy. Piękna, niesamowicie utalentowana, grała główne role u boku samego Elvisa Presleya, była zaręczona z majętnym architektem i miała u stóp cały świat amerykańskiego show-biznesu. Miała wszystko, o czym marzą miliony: pieniądze, uwielbienie tłumów i nieograniczone możliwości. Jednak w tym samym czasie, pod tym całym blichtrem, Dolores zaczęła odczuwać potworną, duchową pustkę. Zrozumiała, że światła jupiterów i nieustanny szum wokół jej osoby nie są w stanie nasycić jej serca. W 1963 roku, mając zaledwie 24 lata, podjęła decyzję, która zszokowała cały Hollywood: spakowała jedną walizkę, zerwała zaręczyny i wstąpiła do klauzurowego zakonu sióstr benedyktynek. Gdy dziennikarze pytali ją ze zdumieniem, jak mogła porzucić taką karierę i uciec od rzeczywistości, Dolores odpowiedziała słowami, które głęboko dotykają sedna naszej dzisiejszej katechezy: „Ja nie uciekłam od świata. Ja uciekłam wprost w ramiona Miłości. W Hollywood szukałam Boga, ale znajdowałam tylko jego marną imitację”.
Po latach siostra Dolores Hart napisała książkę, której przedmowę zatytułowała znacząco: „Bóg to większy Elvis”. Ona nie przestała kochać sztuki – do dziś jest członkiem Amerykańskiej Akademii Filmowej i co roku głosuje przy przyznawaniu Oscarów. Ale jej serce bije już w zupełnie innym rytmie. Wybrała klauzurę, by odnaleźć to, o czym pisał święty Bazyli Wielki – wewnętrzną pustynię i uciszenie pośród chaosu.

Większość z nas nie jest powołana do tego, by zamknąć się w zakonie klauzurowym. Naszą klauzurą – jak słyszeliśmy – musi stać się nasze własne serce na środku hałaśliwego biura czy domu. Ale historia Dolores Hart zostawia nam palące pytanie: Czy ty potrafisz odwrócić wzrok od fałszywych świateł tego świata, by zobaczyć to jedyne, prawdziwe Światło, którym jest Jezus Chrystus? (…)

    Drugim wyzwaniem jest otaczający nas szum. Współczesny świat bombarduje nas niezliczoną ilością bodźców, krzykliwą konsumpcją i permanentnym rozproszeniem. Jak być posłanym do takiego świata, a jednocześnie nie dać się przez niego „połknąć”? Klucz ukryty jest w mądrości Księgi Przysłów:

„Z całą pilnością strzeż swego serca, bo żywe źródła tam tryskają” (Prz 4, 23).

Święty Bazyli Wielki pisał przed wiekami o pilnej potrzebie zachowania hezychii – (gr. hezychia -głębokie wewnętrzne wyciszenie, pokój serca oraz stan wolności od niepokoju).
 Bazyli sformułował genialną myśl: o ile domem mnicha jest fizyczna pustynia, o tyle domem chrześcijanina żyjącego w świecie musi stać się jego własne serce. Aby to osiągnąć, potrzebujemy trzech codziennych filtrów.

1. Post oczu. Ojcowie Kościoła kładli ogromny nacisk na „straż oczu”. Przenosząc to na realia XXI wieku, oznacza to nic innego jak świadome odłożenie smartfona. Przestańmy karmić swój umysł toksycznymi informacjami, komentarzami pełnymi jadu czy pustymi obrazami – szczególnie tuż po przebudzeniu i bezpośrednio przed snem. Twoje serce musi mieć czystą przestrzeń, by usłyszeć Boga.

2. Modlitwa Jezusowa. Mnisi wschodni realizowali nakaz świętego Pawła: „Nieustannie się módlcie!” (1 Tes 5, 17) poprzez krótkie akty strzeliste, odmawiane w rytmie oddechu: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem”. To genialne narzędzie duchowe. Możesz modlić się tak w windzie, stojąc w korku ulicznym czy na sekundę przed trudną rozmową z przełożonym. To natychmiast zakorzenia nas w obecności Boga.

3. Praktyka milczenia. Święty Ambroży pisał: „Widziałem wielu, którzy żałowali, że mówili, ale rzadko słyszałem o kimś, kto żałowałby, że milczał”. W świecie, który bez przerwy krzyczy i ocenia, Twoje opanowanie, spokój i powściągliwość w osądach będą profetycznym znakiem. Pamiętajmy o słowach Mędrca: „Gdzie wielomówstwo, tam nie brak występku, lecz kto kiełzna swe wargi – jest mądry” (Prz 10, 19).

 3. praktyka: Radykalna miłość nieprzyjaciół jako oręż

   Trzecia, prawdopodobnie najtrudniejsza praktyka, dotyka relacji. Posłanie do świata nieuchronnie oznacza spotkanie z oporem, niezrozumieniem, a czasem z bezpośrednią ludzką złośliwością. W takich momentach uczeń Chrystusa nie może reagować po ludzku. Musi wejść na poziom mistyczny, posłuszny słowom swojego Mistrza: „A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 44-45).

Niezwykle głębokie światło rzuca na to święty Augustyn z Hippony. Przypominał on, że ludzie, którzy nas ranią i atakują, nie są naszymi ostatecznymi wrogami – są po prostu duchowo chorzy. Zostawił nam nieśmiertelną zasadę: „Nienawidź błędu, ale kochaj błądzącego. Augustyn używał medycznej metafory: żaden mądry lekarz nie nienawidzi pacjenta za to, że ten ma wysoką gorączkę i w konwulsjach krzyczy lub majaczy. Świat wokół nas potwornie cierpi na głód miłości i na ten brak reaguje agresją.

Jak to zastosować? Poprzez modlitwę za własne utrapienia. Kiedy ktoś w pracy celowo rzuca Ci kłody pod nogi, Twoją pierwszą reakcją nie może być obmowa czy chęć odwetu. Wieczorem, w ciszy swojego pokoju, wymień imię tego człowieka przed Bogiem. Proś dla niego o pokój i błogosławieństwo. Dokładnie wtedy realizujesz genialny nakaz apostolski: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12, 21). Niech Twoją jedyną odpowiedzią na cynizm będzie autentyczna życzliwość, wypływająca z faktu, że Ty sam otrzymałeś od Boga darmowe, niezasłużone miłosierdzie.

4. Uczeń Jezusa rzemienia świat od wewnątrz

Święty Hieronim, tłumacząc dynamikę obecności chrześcijan w społeczeństwie, chętnie odwoływał się do ewangelicznego obrazu zaczynu. Nawiązywał tym samym bezpośrednio do przypowieści Jezusa „Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i wmieszała w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło” (Mt 13, 33).

Wizualizujmy sobie ten obraz. Garść zakwasu wrzucona w wielką masę mąki nie prowadzi z nią wojny, nie krzyczy na nią z góry ani od niej nie odskakuje. Ona potulnie wchodzi w sam środek, znika w niej i bezgłośnie, cierpliwie zmienia strukturę całego ciasta.

Kościół nie potrzebuje dziś ludzi, którzy będą siedzieć na kanapach i załamywać ręce nad upadkiem moralnym współczesności. Jezus nie powołał nas do narzekania. On posłał Cię do Twojego bloku, do Twojego biura, do Twojej trudnej codzienności. Masz być tam Jego przedłużeniem: Jego dłońmi, które pomagają; Jego głosem, który nie rani; Jego sercem, które kocha bezwarunkowo.

Niech to spotkanie nie skończy się tylko na teorii. Wyjdźmy stąd z jednym, małym, ale konkretnym postanowieniem po tych rekolekcjach. Niech to będzie nasza żywa, codzienna liturgia, o którą pisał święty Paweł:

„Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu miłą, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rz 12, 1).

Wybierz jedną czynność: rutynowe zmywanie naczyń, powtarzalny raport w pracy czy rozmowę z wyjątkowo wymagającym klientem. Zanim zaczniesz to robić, powiedz w sercu: „Panie, to zadanie jest teraz moją modlitwą. Robię to dla Ciebie i w Twoje Święte Imię”.


KATECHEZA ” JAK EWANGELIZOWAĆ”Zrąb najważniejszych zasad

Dzisiejsza ewangelizacja wymaga rezygnacji z moralizatorstwa na rzecz autentycznego świadectwa życia oraz budowania relacji opartych na słuchaniu i szacunku. Zamiast narzucać gotowe doktryny, współczesny ewangelizator musi najpierw spotkać człowieka tam, gdzie on aktualnie się znajduje.

Oto kluczowe filary skutecznego dzielenia się wiarą w dzisiejszym świecie:

Świadectwo i relacje osobiste

– Autentyczność ponad teorię: Ludzie szybciej uwierzą Twojemu stylowi życia i wartościom niż samym słowom.

– Budowanie relacji (Oikos): Ewangelizuj naturalnie w swoim najbliższym środowisku – wśród rodziny, przyjaciół i współpracowników.

– Aktywne słuchanie: Zrozum problemy, wątpliwości i zranienia drugiego człowieka przed zaproponowaniem odpowiedzi.

– Brak oceniania: Twórz bezpieczną przestrzeń, w której rozmówca nie czuje się potępiany za swoje poglądy.

Język i forma przekazu

– Kerygmat na pierwszym miejscu: Głoś fundamentalną prawdę o miłości Boga, zbawieniu i zmartwychwstaniu, a nie tylko zakazy i nakazy.

– Prosty język: Unikaj archaicznego, hermetycznego żargonu religijnego na rzecz uniwersalnych i zrozumiałych pojęć.

– Cyfrowy kontent: Wykorzystuj media społecznościowe, podcasty oraz krótkie wideo do dzielenia się wartościami w sieci.

– Kultura i sztuka: Pokazuj piękno wiary poprzez estetykę, muzykę oraz literaturę, które trafiają do współczesnej wrażliwości.

Postawa ewangelizatora

– Osobiste nawrócenie: Skutecznie głosi tylko ten, kto sam stale formuje swoją relację z Bogiem i żyje sakramentami.

– Cierpliwość: Szanuj wolną wolę i indywidualny proces duchowy każdego człowieka; nie wymuszaj natychmiastowych zmian.

– Gotowość na dialog: Nie bój się trudnych pytań ani krytyki Kościoła; odpowiadaj z łagodnością i merytorycznym przygotowaniem.

Warto sięgnąć po książkę ks. Krzysztofa Porosły pt. Kluczowi gracze. Jak ewangelizować dzisiaj, która analizuje współczesne wyzwania misyjne.

Ewangelizacja w najbliższej rodzinie lub w pracy

Ewangelizacja bliskich lub współpracowników wymaga całkowitej rezygnacji z nacisku na rzecz cierpliwego budowania zaufania. Największym błędem w tych relacjach jest wchodzenie w rolę nauczyciela, co wywołuje opór i niszczy więzi.

Oto konkretne strategie, jak dzielić się wiarą w najbliższym otoczeniu:

W rodzinie (Najtrudniejszy teren)

– Zmień siebie, nie ich: Najmocniejszym argumentem jest Twoja realna przemiana – np. gdy stajesz się bardziej cierpliwy, pomocny lub opanowany.

– Szanuj wolność: Nigdy nie zmuszaj do modlitwy, postu czy pójścia do kościoła. Presja rodzi bunt.

-Wykorzystaj tradycję: Rozmawiaj o głębszym, duchowym znaczeniu świąt (Boże Narodzenie, Wielkanoc) przy wspólnym stole, bez moralizowania.

– Módl się w ukryciu: Zamiast pouczać, powierzaj intencje bliskich Bogu na osobistej modlitwie.

-Przepraszaj za błędy: Przyznanie się do własnej słabości pokazuje, że wiara to proces, a nie poczucie wyższości.

W pracy (Przestrzeń zawodowa)

– Pracuj profesjonalnie: Twoja uczciwość, rzetelność i punktualność to pierwszy krok do zyskania szacunku dla Twoich wartości.

– Zasada 100% lojalności: Nigdy nie bierz udziału w biurowych plotkach, obgadywaniu szefa czy wyśmiewaniu innych.

– Naturalna obecność: Nie ukrywaj wiary – krzyżyk na szyi, ikona na biurku czy znak krzyża przed posiłkiem to ciche, ale jasne sygnały.

– Słuchaj w kryzysie: Gdy kolega z pracy przeżywa trudne chwile, zaoferuj wsparcie. Możesz zapytać: „Jestem wierzący, czy mogę się za Ciebie pomodlić?”.

– Reaguj na pytania: Nie zaczynaj tematów wiary sam z siebie. Czekaj, aż inni, zaintrygowani Twoim spokojem lub stylem życia, sami zaczną pytać.

Jak rozmawiać i odpowiadać na pytania ( teksty biblijne )

– 1 Piotra 3, 15–16: „Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. A czyńcie to z łagodnością i szacunkiem…”

Zastosowanie: Klucz do ewangelizacji w pracy. Nie narzucaj się, ale bądź gotów wyjaśnić swoją wiarę, gdy ktoś zapyta. Kluczowe słowa to łagodnośćszacunek – bez kłótni i poczucia wyższości.

Teksy biblijne do powyższych stwierdzeń….

– Kolosan 4, 5–6: „Wobec obcych postępujcie mądrze, wyzyskując każdą chwilę. Mowa wasza miła niech zawsze będzie zaprawiona solą, abyście wiedzieli, jak należy każdemu odpowiedzieć.”

Zastosowanie: Twoje słowa mają intrygować („sól”) i budować dobrą atmosferę („miła mowa”), a nie ranić czy nudzić.

Ewangelizacja przez codzienne życie i pracę

–  Mateusza 5, 16: „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.”

  • Zastosowanie: Ludzie w pracy i w domu najpierw patrzą na Twoje czyny, a dopiero potem słuchają Twoich słów. Twoja uczciwość i dobroć to najlepsza reklama Ewangelii.

–  1 Tesaloniczan 4, 11–12: „[…] starajcie się zachować spokój, spełniać własne obowiązki i pracować swoimi rękami […]. Wobec tych, którzy są na zewnątrz, zachowujcie się uczciwie…”

  • Zastosowanie: Sumienne wykonywanie obowiązków zawodowych i unikanie plotek to fundament świadectwa w miejscu pracy.

Gdy bliscy są niejednolici w wierze (Trudny dom)

– 1 Piotra 3, 1–2: „[…] żony niech będą poddane swoim mężom, aby nawet wtedy, gdy niektórzy nie słuchają nauki, przez bezsłowne postępowanie żon zostali pozyskani dla wiary, gdy będą się przypatrywać waszemu pełnemu bojaźni, czystemu życiu.”

  • Zastosowanie: Uniwersalna zasada dla relacji małżeńskich i rodzinnych. Gdy słowa nie pomagają, działa „bezsłowne postępowanie” – miłość, cierpliwość i przebaczenie.

– 1 Koryntian 7, 16: „Skąd bowiem wiesz, żono, czy zbawisz męża? Albo skąd wiesz, mężu, czy zbawisz żonę?”

  • Zastosowanie: Słowa św. Pawła przypominają o cierpliwości. Ewangelizacja w rodzinie to maraton, a nie sprint.
  •  

Postawa serca ewangelizatora

–  2 Tymoteusza 2, 23–25: „Unikaj natomiast głupich i niedouczonych dociekań, wiedząc, że rodzą one kłótnie. A sługa Pański nie powinien się kłócić, lecz [ma być] łagodnym względem wszystkich, skorym do nauczania, cierpliwym. Powinien z łagodnością pouczać krnąbrnych…”

  • Zastosowanie: Przestroga przed wchodzeniem w jałowe dyskusje światopoglądowe, które prowadzą jedynie do kłótni przy rodzinnym stole lub w biurze.

–  1 Koryntian 9, 22: „Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych.”

  • Zastosowanie: Wejdź w świat drugiego człowieka. Rozmawiaj o tym, co jego interesuje (sport, praca, hobby), buduj mosty, a nie mury.

Czego kategorycznie unikać?

– Debat teologicznych: Przekonywanie na siłę do dogmatów rzadko prowadzi do nawrócenia, częściej do kłótni.

– Straszenia piekłem: Współczesny człowiek potrzebuje usłyszeć o miłości Boga, a nie o potępieniu.

– Języka wyższości: Zwroty typu „ja się za ciebie pomodlę, bo błądzisz” budują mur. Zastąp je: „myślę o tobie i wspieram cię”.

=========================================================================================

W dniach 18 i 19 kwietnia 2026 r. kolejna sesja rekolekcyjna.

Organizator ks. prał. Marian Bocho wraz ze Wspólnotą Jarosławską.

Rekolekcje wtajemniczenia chrześcijańskiego
W dn. 18-19 kwietnia (sobota, niedziela) w Parafii Bożego Ciała w Jarosławiu odbyły się rekolekcje dla ludzi pragnących osobistego spotkania z Chrystusem Zmartwychwstałym.
Na podstawie Pisma św. została ukazana droga prowadząca dzisiejszego człowieka do takiego spotkania.

  • Miejsce spotkania: Kolegiata Jarosławska, Plac ks. Skargi 2, Jarosław.
    Mottem spotkania słowa z listu św. Pawła do Rzymian:
    Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu.
    Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła,
    a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się
    w zbroję światła (Rz 13, 11-12).
    Rekolekcje to głoszenie Słowa Bożego, czas na modlitwę, rozmowy, które mają
    nam pomóc spotkać się ze Zmartwychwstałym Panem, trwać w Nim, gdyż powiedział
    o sobie, że jest Światłem świata, ale też powiedział do swoich uczniów: wy jesteście
    światłem. Będziemy więc odkrywać nasze powołanie jako uczniów i świadków Jezusa

PLAN REKOLEKCJISobota 18/19.04.2026 r. Kolegiata Jarosław

1000 Nabożeństwo „Effata”: Katecheza wprowadzająca „Noc się posunęła, a przybliżył się dzień”
(Rz 13,12).

1100 – Śpiew, kawa czy herbata

1145 – Katecheza: „Nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” (Iz 9,1).

1230 – Namiot Spotkania

1315 – Obiad

1545 – Katecheza: Witaj, dniu pierwszy, początku światłości… (hymn)

1630 – Spotkanie w grupach

1800 – Eucharystia: Nim zajaśniałeś, Jezus cierpiał za nas… (hymn)

1900 – kolacja

1930 – Nocne chrześcijan rozmowy

Nocne chrześcijan rozmowy, to praktykowanie wtajemniczenia. Mówimy o sobie, że jestem wierzący i praktykujący. Jeżeli wierzę, że Bóg nas wtajemnicza w prawdy naszej wiary, to również pragnę rozmawiać o tym z innymi, również z najbliższymi, szczególnie z tymi, z którymi diabeł zniszczył naszą relację. Należy uwzględnić naszych znajomych, którzy odeszli od Światłości i naszych wspólnot. Osoby przeżywające rekolekcje pierwszy raz, niech zabiorą ze sobą kogoś bardziej doświadczonego.

Niedziela 19.04.2026 r.

730– Modlitwa poranna – Jutrznia

800– Śniadanie

900– Śpiew – kawa czy herbata?

1000– Katecheza; „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy…” (Dz 2.1)

1045– Namiot Spotkania

1115– Spotkanie w grupach

1230– Eucharystia: „Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości…” (1J 2.10)
1330– Obiad

========================================================================================

W dniach:  23–26 lipca były planowane Rekolekcje w Domu Rekolekcyjnym „TABOR” w Rzeszowie. Niestety zgłosiło się mało osób do wyznaczonego terminu (27), więc organizatorzy odwołali wakacyjne Rekolekcje Ludzi Zboisk.

Uwaga! Wszystkie informacje dotyczące grup Ludzi Zboisk są wysyłane e-mailem. Kto nie zgłosił swojego e-maila do ludzi zboisk, powinien to uczynić jak najszybciej, aby być na bieżąco z wysyłanymi wiadomościami.

FORMACJA DUCHOWA GRUPY MODLITEWNEJ W ROKU FORMACYJNYM 2025/2026 

K A T E C H E Z A  1.   „OJCZE” – Październik

Ks. Marian Bocho, Jarosław

Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze…

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze… Odmawialiśmy „Ojcze nasz” tysiące razy, od dziecka znamy na pamięć treść tej modlitwy – ale czy naprawdę dobrze ją rozumiemy? Przyszedł czas, aby się nad nią pochylić, gdyż ma znaczenie o wiele większe niż sama modlitwa.

Jezus, nasz Pan z miłością spełnił ważną prośbę ucznia, i w odpowiedzi dzieli się swoim wewnętrznym światem, swoim przeżywaniem tajemnicy Boga, z którym rozmawiał podczas swej modlitwy. Odpowiedział pozytywnie  na jego prośbę i przekazał uczniom wszystkich czasów i pokoleń słowa streszczające całą ewangelię. Polecił uczniom zwracać się do Boga: Ojcze! Jezus objawiana język, którym mamy się zwracać do Boga. W ten sposób uczy modlitwy a zarazem objawia tajemnicę Boga, „osobowość Boga”, równocześnie buduje naszą postawę serca i wiary. To słowa, które mają się stać treścią modlitwy a także naszym życiem. To słowa programu na codzienne życie z wiary Jego uczniów. On zwraca się do Boga tym słowem: Ojcze! Całe życie Jezusa i cała Jego misja ukazane są  w ewangeliach jako wskazujące bezpośrednio na Ojca, na zażyłą relację z Nim i całe nauczanie Pana Jezusa było wypełnione mówieniem o Ojcu.

  1. BÓG OJCEM JEZUSA
  • „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 49), Warto zwrócić uwagę na fakt, że ten fragment zawiera pierwsze zapisane słowa Jezusa: to słowa, które Jezus wypowiedział do swojej matki, Maryi, i Józefa, kiedy odnaleźli Go w świątyni w Jerozolimie w wieku dwunastu lat. Wypowiedź ta sugeruje, że Jezus uważał świątynię za swoje naturalne miejsce pobytu, ponieważ był to dom Jego Ojca, czyli Boga. Już wtedy – mając 12 lat – postrzega Boga, jako Ojca. Jezus objawia świadomość, że Bóg jest Jego Ojcem.
  • W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić». (Łk 10,21-22). Jezus stanowi jedno z Ojcem, dlatego zna Go doskonale. Jezus wcielił się, pojawił się w ludzkiej naturze po to, aby objawić, odsłonić prawdziwe oblicze Ojca. Odtąd nie można mówić o Bogu, nie mówiąc o Jezusie z Nazaretu. Bóg niewidzialny, niedotykalny, przekraczający wszelkie wyobrażenia o Nim chce być poznany, spotkany i kochany w swoim Synu, który stał się człowiekiem. Jaki Ojciec, taki Syn: Ja i Ojciec jedno jesteśmy (J 10, 30). Jedynie Jezus rzeczywiście widział Boga, ponieważ sam jest Bogiem. Spoczywa w sercu Boga. Pozostaje w najbardziej intymnej więzi z Ojcem.
  • Mówił, że ten Ojciec troszczy się o wszystkich: „Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?… Nie martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli? co będziemy pili? czym będziemy się przyodziewali? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,26.31-33). Jezus zachęca do zaufania Bogu – Ojcu, On wie czego nam potrzeba.
  • Kiedy indziej Jezus mówił: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście stali się synami Ojca waszego, który jest w niebie, ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 44-45.48). Ten Ojciec wgląda w tajniki serc i wszystko widzi: „A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6,4.6b.18). Ten Ojciec jest łaskawy i pełen miłosierdzia, jak głosi przypowieść i miłosiernym Ojcu i synu marnotrawnym. Jezus zachęca, wzywa do naśladowania Boga – Ojca.
  • Modlił się tymi słowami: «Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!» (Łk 22,42) Jezus odczuwał strach i udrękę podczas modlitwy w Ogrodzie Oliwnym, błagając Ojca, by oddalił od Niego kielich goryczy, jeśli to by było zgodne z Jego wolą. Dzięki modlitwie jednak przezwyciężył udrękę i rozpacz. Ogród Oliwny jest dla każdego z nas najlepszą szkołą modlitwy, w której mamy rozpoznawać wolę Boga, a równocześnie zdobywać siłę do jej wypełnienia.
  • współgrające z tymi, które w tej Ewangelii wypowiada jako ostatnie: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 46). Łukasz przytacza Jezusową modlitwę ufnego, synowskiego powierzenia się Bogu: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego” (w.46). Ostatnim słowem z krzyża Jezus uczy nas synowskiej relacji do Boga, przypomina nam z mocą, że Bóg jest Ojcem, W godzinie śmierci Jezus jakby zwieńczył swoje nauczanie o Ojcu. Kiedy żegna się z życiem ziemskim oddaje swego ducha w ręce Ojca.
  • Bóg Ojciec dla Jezusa to Abba. Jest to aramejska poufała i czuła forma zwracania się do ojca: „Tato”, „Tatusiu”. Była używana w codziennym rodzinnym życiu w odniesieniu do ojca, także przez dorosłe dzieci. Jezus, zwracając się do Boga: Abba, zaskakiwał, zdumiewał, a niektórych gorszył. Powiedzenie do Boga „Tatusiu” było zupełnie nowym określeniem i wskazywało na niezwykle bliską relację Jezusa z Bogiem Ojcem. Bóg Ojcem to najbardziej oryginalne słowo Jezusa, Dla Żydów, w czasach Jezusa, nazywanie Boga Ojcem w sposób tak bliski było uważane za uzurpację i bluźnierstwo, ponieważ sugerowało równość z Bogiem Używanie zwrotu „Ojciec” przez Jezusa, w połączeniu z Jego naukami o Królestwie Bożym, było jednym z głównych powodów, dla których Żydzi uznali Go za winnego bluźnierstwa i doprowadzili do Jego ukrzyżowania. Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. (J 5,18).

Oto cena jaką zapłacił Jezus za wierność swojego nauczania do końca, za głoszoną prawdę o Bogu, że jest Ojcem.

  1. BÓG OJCEM NASZYM

Jezus mówił, że Bóg jest Ojcem nie tylko Jego, ale że jest Ojcem dla wszystkich ludów i narodów, dla każdego człowieka. Kazał nam do niego zwracać się „Ojcze”. Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze… Słowo „ojciec” oznacza tyle, co „dawca życia”. Zwierzęcy ojcowie przekazują zwierzęce życie, ludzcy ojcowie przekazują ludzkie życie, zaś Bóg daje życie Boże. W samym centrum naszej religii znajduje się zadziwiająca „dobra nowina”, głosząca, iż jesteśmy wezwani do tego, aby mieć udział w życiu Boga, w naturze Bożej, bez utraty naszej ludzkiej natury; aby stawać się jak Jezus, nasz brat – zarówno w Jego Boskości jak i człowieczeństwie.

W spotkaniu św. Magdaleny, która zasłużyła na miano „Apostołki Apostołów”,  zmartwychwstały Pan poleca jej, aby przekazała im tę prawdę:  „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego.? Jezus robi takie porównanie, a wynika z niego, że Bóg jest tak samo Ojcem i Bogiem Jezusa jak Ojcem i Bogiem Jego uczniów i naśladowców.

Zanim Jezus nas go nauczył, „‘Wyrażenie »Bóg Ojciec« nigdy nikomu nie było objawione. Gdy sam Mojżesz zapytał Boga, kim On jest, usłyszał inne imię, jak pamiętamy: JAHWE- Jestem, który Jestem. Nam to imię zostało objawione w Jezusie (…). Nie znajdziemy lepszego sposobu zwracania się do Boga, ponieważ to zwrot „Ojcze” jest tym imieniem, którego Jezus używał stale, zaś Jezus – Boży Syn, najlepiej wie, jak się do Boga zwracać. Przez swoją śmierć Jezus otwiera drogę do Ojca dla siebie i dla wszystkich ludzi (por. Hbr 10,19-20). To właśnie w Jezusie człowiek ogląda Boga i Jego miłość. I w Jezusie uzyskuje intymną więź z Ojcem; ogląda chwałę Boga (por. J 1, 14). Pisze o tym pięknie Apostoł Jan: [To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione – oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna (1 J, 1, 1-4). Jezus nazwał Boga naszym Ojcem, ponieważ sam uczynił Boga naszym Ojcem. To dzięki Jezusowi Bóg jest także naszym Ojcem. Bez Jezusa Bóg nie byłby nam Ojcem. Chrystus radykalnie odmienił naszą relację do Boga. Uczynił nas dziećmi Bożymi, tak jak Boga uczynił naszym Ojcem (rzecz jasna, Chrystus nie zmienił Boga, ale zmienił nas). Słowo, którego używamy w Modlitwie Pańskiej, nie jest zwykłym słowem „Ojciec”, ale słowem „Abba” – intymnym zwrotem, który znaczy tyle, co nasz zwrot „Tatusiu”. Jezus odnowił tę intymność pomiędzy nami a Bogiem, którą utraciliśmy w raju. Będziemy w stanie dostrzec, że owa bliskość jest czymś niewiarygodnym jedynie wówczas, gdy najpierw dostrzeżemy przeciwną prawdę, prawdę o wyjątkowej świętości i niedostępnej transcendencji Boga. Jedynie jeśli poznamy Boga poprzez cześć i adorację, naprawdę będziemy mogli Go poznać dzięki pełnej bliskości. „Początkiem mądrości jest bojaźń Pańska” (Prz 9, 10), ale końcem i celem mądrości jest miłość i pełna komunia z Bogiem.

  1. NASZA ODPOWIEDŹ NA OJCOSTWO BOGA

To dzięki Jezusowi i w Jezusie możemy z ufnością i czułością zwracać się do Boga bliskiego, który okazuje się w pierwszym rzędzie Ojcem. W Jezusie „mamy śmiały przystęp [do Ojca] z ufnością, przez wiarę w Niego” (Ef 3,12). Bóg to Ojciec, który nie jest despotą, ale kocha nas i pragnie naszej pełnej miłości odpowiedzi dokonanej w wolności. Te dwa dary idą razem: dar miłości i dar wolności. Jezus objawia nam Boga przez to, kim jest, co czyni i co mówi. Tłumaczy Filipowi, który pragnie widzieć Ojca: „Tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9). W człowieku Jezusie można widzieć Boga, który jest Ojcem: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,20).

To piękna prawda Bóg Jezusa jest także moim, naszym Ojcem. Jak wobec tego odpowiedź dać mojemu Ojcu? Należy pamiętać, że skoro nazywamy Boga »naszym Ojcem«, powinniśmy postępować jak dzieci Boże, jak Jezus. Normą mojego zachowania ma być zachowanie Jezusa, normą mojego myślenia ma być myślenie Jezusa. dlatego też jeśli Jezus mówi do Boga Abba to także my mamy w Jezusie mówić to słowo z ufnością i miłością,  wchodzić w czułą zażyłość z Bogiem:

  • Jak Jezus mieć świadomość, że powinienem być w tym co należy do Ojca mojego. Świadomość, że jestem Jego dzieckiem, a stało się to w chwili chrztu św. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, zanurzenie w Boże Życie, w Bożą miłość. Jak cudownie jest mieć Boga za naszego Ojca ten chwalebny Bóg również postanowił zostać naszym Ojcem, z miłością adoptując nas jako swoje dzieci na zawsze (1 Jana 3:1).
  • Jak Jezus wysławiać Ojca, Pana nieba i ziemi, uwielbiać Go w swojej modlitwie. Na modlitwie dziękować za otrzymaną godność, łaski.
  • Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie – zaufać Ojcu w sprawach codziennego życia. Teraz wiemy, że Bóg jako nasz Ojciec troszczy się o nas i zapewnia nam wszystko, czego potrzebujemy ( Mt 6:25–34 ).
  • zachęca, wzywa do naśladowania Boga – Ojca,
  • modlitwy, w której mamy rozpoznawać wolę Boga, a równocześnie zdobywać siłę do jej wypełnienia. Św. Maksymilian – wola Bożą „W” – wola człowieka „w”.
  • żegnając się z życiem ziemskim oddać swego ducha w ręce Ojca, jak Jezus.

„Dla tych, którzy należą do Chrystusa, święty Bóg jest miłującym Ojcem; należą do Jego rodziny; mogą zbliżać się do Niego bez lęku i zawsze być pewni Jego ojcowskiej troski i opieki. To jest sedno przesłania Nowego Testamentu”. (1 J 3:1 ).

KATECHEZA 2. Listopad PRZYJDŹ KRÓLESTWO TWOJE

Jezus wkłada w nasze usta takie słowa: Ojcze, przyjdź Królestwo Twoje… to zachęta, nakaz, zobowiązanie… ks. Chrostowski – biblista, to jedna z najtrudniejszych próśb. Przyjdź Królestwo Twoje…  a jeśli tak to znaczy, że jest inne jeszcze królestwo… dwa Królestwa… Boże i… no właśnie jakie?

Królestwo Boże czym jest?

Królestwo Boże zostało zapoczątkowane na ziemi przez Chrystusa. Zajaśniało ono ludziom w Jego Osobie, słowie i czynach. Orygenes, jeden z Ojców Kościoła, wyjaśniał, że sam Jezus Jest” Królestwem, dlatego nadejście Królestwa Chrystus mógł głosić z taką pewnością. Chrystus określił Bożą, niewidzialną rzeczywistość słowem „królestwo”, wziętym z codziennego języka ludzkiego. Tego królestwa nie można porównać jednak z królestwem ziemskim, politycznym, ponieważ ma ono charakter nadprzyrodzony, duchowy. Stwierdził to Chrystus przed Piłatem, gdy powiedział, że ono „nie jest z tego świata” (por. J 18,36). Zostało jednak wśród tego świata zaszczepione, pośród niego ma się rozwijać i wzrastać za pośrednictwem i przez posługę Kościoła, który na ziemi „stanowi zalążek i zaczątek tego królestwa” (por. KKK 541). Rzeczywistość określana mianem „Królestwo Boże” oznacza najogólniej panowanie Boga w świecie i w człowieku – w jego myślach, słowach i czynach. Pięknie to wyraził św. Paweł: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20).

Czym jest Królestwo Boże? Najbliżej określił je św. Paweł, pisząc: „Królestwo Boże to nie jest sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym” (Rz 14,17). Źródło tych jakże pożądanych przez nas wartości nie leży w naszych rękach, lecz jest darem Jezusa Chrystusa – „On jest naszym pokojem” (Ef 2,14).

Jezus, aby wypełnić wolę Ojca, zapoczątkował Królestwo Boże na ziemi (por. KKK 541). Swoją publiczną działalność rozpoczął w tym czasie, gdy Jan Chrzciciel został uwięziony przez Heroda. Przyszedł wówczas do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (por. Mk 1,14-15). Program Jezusowej działalności sprowadza się do zdania: „Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,15). Królestwo Boże stanowiło główny temat Jego nauczania, co znalazło właściwe dla siebie odbicie w najnowszym Katechizmie Kościoła Katolickiego.

Czytamy w KKK: „Królestwo Boże należy do ubogich i do maluczkich, to znaczy do tych, którzy przyjęli je pokornym sercem. Jezus został posłany, by ubogim niósł dobrą nowinę (Łk 4,18). (…) Od żłóbka aż do krzyża Jezus dzieli życie ubogich; zna głód, pragnienie i ogołocenie. Co więcej, utożsamia się z wszelkiego rodzaju ubogimi, a aktywną miłość do nich czyni warunkiem wejścia do swojego Królestwa”.

Katechizm przypomina, że szczególne miejsce mają w Królestwie nawracający się grzesznicy. „Jezus (…) ukazuje im słowem i czynem bezgraniczne miłosierdzie Ojca wobec nich i ogromną radość z jednego grzesznika, który się nawraca (Łk 15,7)” (KKK 544-5).

Misterium Królestwa Bożego Jezus przybliżał słuchaczom w przypowieściach. Niektóre z nich poświęcił potrzebie pielęgnowania ziaren Królestwa, w innych wyjaśniał, że jego wzrost nie zależy wyłącznie od gleby (człowieka). Cudowny, nawet stokrotny plon (Mk 4,8), obfitość daru zależy od miłosiernego Boga, który nawet z ziarna gorczycy, najmniejszego z ziaren, potrafi wzbudzić wielkie drzewo…

Jezus wskazuje te znaki, znaki królestwa Bożego: „niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię” (Mt 11,5).

W Ewangelii Jezus mówi do uczniów: „przyszło do was królestwo Boże” (Mt 12,28); „królestwo Boże jest pośród was” (Łk 17,21) i „królestwo Boże przyjdzie” (Mt 6,10). Jak to rozumieć?

Królestwo Boże już przyszło, bo między ludźmi jest Zbawiciel, w którym sam Bóg staje się obecny pośród nich. Królestwo Boże dopiero przyjdzie, ponieważ Jezus nie doprowadził jeszcze dzieła zbawienia do końca. Stanie się to dopiero u kresu historii, gdy przyjdzie On w chwale jako Sędzia. Będzie to ostateczne zwycięstwo Boga nad szatanem i sprawiedliwi posiądą królestwo, przygotowane im od założenia świata (por. Mt 25,31-46).

Jezus przyłączył do siebie uczniów, którzy dalej głosili Królestwo. „Wysłał ich, aby głosili Królestwo Boże i uzdrawiali chorych” (Łk 9, 2). Jako misję uczniowie otrzymali: „Przekazuję wam Królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec: abyście w Królestwie moim jedli i pili przy moim stole oraz żebyście zasiadali na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela” (Łk 22, 29-30).

Królestwo niebieskie swoje wypełnienie znalazło w śmierci i zmartwychwstaniu Syna Bożego. Autorzy Katechizmu ujęli to w zdaniu: „Królestwo Boże będzie ostatecznie utwierdzone przez krzyż Chrystusa: „Bóg zakrólował z krzyża”. Odtąd Kościół oczekuje Jego powtórnego przyjścia w chwale, również jako swojego wypełnienia. Kościół czeka na własne udoskonalenie, a nadejdzie to „w godzinie, której nie znacie”, w „której się Go nie oczekuje”. Natomiast możliwość przygotowania się na przyjście Syna Bożego ma każdy człowiek osobiście, zwłaszcza dzięki klimatowi adwentowej liturgii.

Królestwo ciemności – szatana

W Królestwo Chrystusa uderzają złe moce. Szatan, upadły duch, w swojej pysze, chcąc się stać podobnym Bogu, tworzy swoje królestwo, na czele jego celów są kłamstwa, nienawiści i śmierci. Szatan jest ojcem kłamstwa, fantazji i baśni; jest twórcą mitów, mistrzem złudzenia, patriarchą przesądów, inicjatorem matactwa, szarlatanem efekciarstwa, architektem pozorów, twórcą podróbek, patronem niegodziwości, kompozytorem fałszerstwa, wielkim oszustem, wybitnym pretendentem i diabolicznym zwodzicielem składającym fałszywe oświadczenia, aby zataić przed nami prawdę. Ukazuje on Boga jako źródło śmierci — przed którym musimy się chronić — i wprowadza nauki teologiczne skierowane na ukrycie nas przed Bogiem, zamiast pojednanie z Nim. Jeżeli królestwem szatana jest świat rozumiany jako środowisko ludzkie odrzucające Boga i pozostające w niewoli grzechu, to Jezus z Nazaretu jest tym, który związuje szatana i łupi jego dom, wyprowadzając zeń niewolników grzechu, by wprowadzić ich do swojego domu. Użyte w tekście greckim słowo skeue, przetłumaczone tutaj jako „sprzęt” (w. 27), oznacza w sensie dosłownym „jego rzeczy”, czyli posiadane dobra, co można rozumieć jako tych, którzy przez swoją naiwność i głupotę dali się zwieść szatanowi i stali się jego własnością – Belzebub, złodziej i uzurpator – uczynił ich swoją zdobyczą. I dopiero „Mocniejszy” (Mk 1, 7) może go pokonać, odebrać mu jego wcześniejsze zdobycze – ludzi zniewolonych przez szatana i grzech – i uczynić ich swoją własnością. Tak więc egzorcyzmy czynione przez Jezusa i Jego uczniów (w Imię Jezusa) są dowodem na absurdalność i wewnętrzną sprzeczność ich oskarżeń. Szatan ma na celu powiększać swoje królestwo, odciągając coraz to nowych ludzi od Chrystusa.

Jezus uczył nas, że jeśli ktoś nie narodził się na nowo, jest on duchowo dzieckiem szatana (zobacz J 8:44). Paweł wskazywał także, że duch szatana działa w tych, którzy nie są zbawieni (zobacz Ef 2:1-3). Szatan rządzi tylko i wyłącznie królestwem ciemności i dowiadujemy się na przykład od Pawła, że niektóre nieczyste dusze, które szatan prowadzi są nazywane: „władcami tego świata ciemności” (Ef 6:12). Szatan rządzi wyłącznie tymi, którzy pozostają w ciemności, odrzucając prawdę. Z tego właśnie powodu jest on „bogiem tego świata”.

Szatan dowodzi rządami do pewnego stopnia, ponieważ wiele liderów rządów jest mu poddanych czy o tym wiedzą czy nie. Nie jest on jednak władcą tych, którzy mu nie służą – to jest tym, którzy zostali uwolnieni spod jego władzy przez moc Jezusa Chrystusa.

Zatrzymaj się i pomyśl przez chwilę: co by się stało, gdyby każda osoba w twoim kraju, łącznie z liderami rządu, okazałaby żal za grzechy i poddała się pod panowanie Jezusa Chrystusa? Czy szatan miałby jakąkolwiek kontrolę nad twoim narodem? Nie, nawet odrobiny! Szatan ma władzę wyłącznie nad narodami zamieszkiwanymi przez ludzi, którzy mu służą.

Tak więc, w chrześcijaństwie koncepcja dwóch królestw odnosi się do Królestwa Bożego i królestwa Szatana, które są w stanie wiecznej duchowej wojny. Królestwo Boże, często nazywane też Królestwem Niebieskim, to idea odnowy świata przez zapowiadanego Mesjasza, w którym panuje sprawiedliwość i miłość. Z kolei królestwo Szatana, reprezentuje siły zła i grzechu. Jezus, w swoich naukach, często odnosił się do tego konfliktu, podkreślając potrzebę wyboru Królestwa Bożego i działania na rzecz potrzebujących. szatan zarządza tymi, którzy są mu poddani, a więc każdym, kto nie jest poddany Jezusowi. Poddają się oni w mniejszym lub większym stopniu jego kuszeniu. Są jego sługami. W tym zatem sensie staje się on ich bogiem.

Warunki wejścia do Królestwa Bożego:

Modlitwa przyjdź królestwo Twoje, w obliczu prawdy o królestwie ciemności nabiera szczególnego znaczenia, staje się potwierdzeniem, że chcemy w tym Bożym królestwie trwać, wzrastać… Zapamiętajmy: Królestwo Boże zostało zapoczątkowane na ziemi przez Chrystusa. Zajaśniało ono ludziom w Jego Osobie, słowie i czynach.

  • Warunkiem wejścia do niego jest nawrócenie i wiara w Ewangelię. Kościół jest zalążkiem i początkiem tego Królestwa (por. KKK 567). Jezus głosi w nich, że pierwszym i najważniejszym warunkiem wejścia do Królestwa Bożego jest nawrócenie, czyli takie myślenie i postępowanie, które będzie zawsze zgodne z Ewangelią. Zbawiciel słowem i czynem ukazuje bezgraniczne miłosierdzie Ojca wobec grzeszników i ogromną radość w niebie, gdy choćby jeden z nich się nawraca. Największym zaś dowodem tej miłości będzie ofiara Jego życia na odpuszczenie grzechów (por. KKK 545). Męka, krzyż i zmartwychwstanie Jezusa potwierdzą prawdę wszystkich słów i czynów Jezusa.
  • Wszyscy ludzie są powołani do tego królestwa. Jego konstytucją są błogosławieństwa Jezusa (por. Mt 5,3-10). Jest ono otwarte dla ubogich w duchu, zasmuconych, cichych, łaknących i pragnących sprawiedliwości, miłosiernych, dla osób czystego serca, wprowadzających pokój i cierpiących prześladowanie dla sprawiedliwości. Pan Jezus uczył, że Królestwo Boże odziedziczą nie ci, co sami budują swoje szczęście, lecz smutni, łaknący i pragnący sprawiedliwości, miłosierni, czystego serca i ci, co sami czynią pokój (por. Kazanie na Górze w Mt 5,4-9).
  • Pan Jezus powiedział: „Nie każdy, kto mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto wypełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie”(Mt 7: 21). Pan Jezus jasno powiedział, że tylko osoby czyniące wolę Ojca Niebieskiego mogą wejść do królestwa niebieskiego . Jak zatem możemy spełniać wolę Ojca Niebieskiego – następna katecheza.
  • Wzywał swoich słuchaczy, by wzbudzili je w swoim sercu przez to, że już dzisiaj pozwolą Bogu całkowicie władać ich życiem, dopuszczą Go do królowania w nich. Dlatego ważne jest,​ abyśmy ​starali‍ się budować Królestwo‌ Boże już teraz poprzez ‌nasze codzienne decyzje i postępowanie zgodne z nauką Jezusa. Podsumowując, zdefiniowanie Królestwa Bożego wg Ewangelii wymaga głębszego zrozumienia nauczania Jezusa, przestrzegania Jego przykazań ‌oraz praktykowania miłości, ‍miłosierdzia i sprawiedliwości w naszym życiu. Tylko w ten sposób możemy zbliżyć się do pełnego zrozumienia i doświadczenia Królestwa Bożego już teraz, tutaj na ziemi.
  • Nasienie, aby wydać plon, potrzebuje czasu. Podobnie jest z naszym dojrzewaniem w wierze i człowieczeństwie. Popatrzmy na swoje życie. Na jakim etapie rozwoju dziś jesteśmy? Czy mamy solidne korzenie? A może już kwitniemy albo wydajemy owoc? Każde dobro wymaga czasu i cierpliwości. Poszukajmy dziś „Królestwa Bożego” w naszej pracy, posłudze, małżeństwie, macierzyństwie lub ojcostwie… Jak odpowiadamy na Boże wezwania i na działanie Pana? Czy przyjmujemy Jego natchnienia i zaproszenia? On jest najlepszym Ogrodnikiem ludzkiej duszy. Zależy Mu na naszym wzroście. To On uzdalnia nas do pięknego owocowania. Nie zamykajmy się na to, co chce nam uczynić. On wie, jak sprawić, byśmy prawdziwie wzrastali na pożytek ludzi i na Jego chwałę.
  • Kluczem do zrozumienia‍ Królestwa Bożego w‌ Ewangeliach jest ​otwarcie serca i umysłu na nauki Jezusa. Wielu uczniów​ Chrystusa interpretuje Królestwo Boże jako coś odległego ‍i niedostępnego w ​codziennym życiu, ale z perspektywy Ewangelii, może być zupełnie inaczej.
  • Jezus​ nauczał, że ‌Królestwo Boże jest w nas samych. To znaczy, że każdy z nas ma potencjał do doświadczania Bożej obecności i miłości​ w naszym ‌życiu codziennym, jeśli tylko otworzymy swoje serce​ na tę ​możliwość.
  • Równocześnie ten sam Jezus wyjaśniał, że Królestwo Boże musi nadejść i kazał się swoim uczniom nieustannie modlić: Przyjdź Królestwo Twoje (Mt 6,10). W prośbie tej chodzi o eschatologiczne, ostateczne wypełnienie się Królestwa Bożego, powiązane z sądem ludzkości i ostatecznym zwycięstwem mocy zła.

KATECHEZA 3. GRUDZIEŃ ŚWIĘĆ SIĘ IMIĘ TWOJE TWOJE

Święć się Imię Twoje

Wprowadzenie: Serce Modlitwy Chrześcijańskiej

Modlitwa Pańska, przekazana uczniom przez samego Jezusa Chrystusa, zajmuje absolutnie centralne miejsce w życiu i duchowości chrześcijańskiej. Już Ojcowie Kościoła, tacy jak Tertulian, św. Tomasz z Akwinu, określali ją mianem breviarium totius Evangelii – „streszczenia całej Ewangelii”. 

 Prymat prośby „Święć się imię Twoje” nie jest przypadkowy. Jezus świadomie umieszcza ją na samym początku, bezpośrednio po inwokacji „Ojcze nasz”, co wskazuje na jej fundamentalne i absolutnie priorytetowe znaczenie. Zanim poprosimy o cokolwiek dla siebie, jesteśmy wezwani, by pragnąć chwały Boga. Zrozumienie głębi tego wezwania jest kluczem do zrozumienia istoty chrześcijańskiej modlitwy i życia. 

Część I: Korzenie Biblijne – Objawienie Imienia i Świętości

1. „Imię” w myśli semickiej i Starym Testamencie: Objawienie Osoby

Aby pojąć wagę pierwszej prośby, należy najpierw zanurzyć się w semickim rozumieniu „imienia”. W kulturze biblijnej hebrajskie słowo shem (imię) oznaczało znacznie więcej niż tylko identyfikującą etykietę. Imię było nierozerwalnie związane z samą istotą, osobowością, mocą
i realną obecnością tego, kto je nosił. Nadanie imienia było aktem poznania i władzy, co widać już w Księdze Rodzaju, gdy Adam nazywa zwierzęta. Imię wyrażało prawdziwą tożsamość i przeznaczenie danej osoby; imię Jakub oznaczało „ten, który wypiera”, a imię Salomon – „pokojowy”, co odzwierciedlało charakter jego panowania. Znać czyjeś imię oznaczało mieć do niego pewien dostęp, wejść z nim w relację.  

W tym kontekście objawienie Imienia Bożego Mojżeszowi przy płonącym krzewie (Wj 3, 13-15) jest absolutnie kluczowym momentem w historii zbawienia. Na pytanie Mojżesza o imię, Bóg odpowiada tajemniczymi słowami: ’ehjeh ’ăšer ’ehjeh, co tradycyjnie tłumaczy się jako „Jestem, który jestem”. Imię własne Boga, tetragram JHWH, jest jednocześnie największym objawieniem i największym zakryciem. Jest to przede wszystkim objawienie dynamicznej, wiernej i zbawczej obecności Boga
w historii swojego ludu. Imię JHWH, pochodzące od hebrajskiego czasownika „być” lub „stawać się”, wskazuje na Tego, który jest zawsze obecny i który „powoduje, że się staje” – czyli realizuje swoje obietnice
i zbawcze zamysły.  

Imię to, jako dar, miało być wzywane z czcią przez wszystkie pokolenia (Wj 3, 15), a jego znajomość stawała się źródłem niezachwianej ufności (Ps 9, 11). Powszechność jego użycia i cześć, jaką było otaczane, potwierdza fakt, że wiele imion w Izraelu zawierało w sobie część tetragramu (teoforyczne), jak Jonatan (Jehonatan – „Jahwe dał”), Jan (Johanan – „Jahwe jest łaskaw”), a nawet samo imię Zbawiciela, Jezus (Jehoszua – „Jahwe jest zbawieniem”).  

Bóg, podając swoje osobiste imię, czyni siebie dostępnym, „możliwym do wezwania”, zapraszając do intymnej relacji. Prośba „Święć się imię Twoje” nie jest zatem modlitwą o intelektualne zrozumienie istoty Boga. Jest to błaganie o łaskę życia we właściwej postawie wobec tej objawionej tajemnicy: aby z największą czcią podchodzić do Boga, który stał się bliski, pamiętając jednocześnie o Jego niepojętej, transcendentnej świętości.
  

2. „Świętość” Boga w Starym Testamencie:

Pojęcie świętości, wyrażone hebrajskim słowem qadosh, w pierwszej kolejności i w sposób absolutny opisuje samego Boga. Oznacza ono Jego radykalną „inność”, transcendencję, całkowite oddzielenie od wszystkiego, co stworzone, skończone, a zwłaszcza grzeszne i niedoskonałe. Świętość Boga jest Jego wewnętrzną istotą, która na zewnątrz promieniuje jako Jego Chwała (kabod) i majestat.  

Jednak ten transcendentny i Święty Bóg nie pozostaje zamknięty w swojej niedostępności. On wzywa swój lud, Izraela, do udziału w Jego własnej świętości: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19, 2). Świętość ludu Bożego ma być odpowiedzią na świętość Boga i jej odbiciem. Realizuje się ona na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to  

separacja kultyczna: oddzielenie dla Boga i poświęcenie Mu na wyłączną służbę określonych miejsc (świątynia), czasów (szabat), przedmiotów i osób (kapłani, lewici, nazirejczycy). Druga, znacznie głębsza, to  

czystość moralna: życie zgodne z wolą Bożą objawioną w Prawie, praktykowanie sprawiedliwości, miłosierdzia i wierności Przymierzu. Grzech jest w tym kontekście nie tylko wykroczeniem moralnym, ale aktem profanacji, zbezczeszczeniem świętego Imienia Bożego, które zamieszkało pośród ludu. Prorocy, zwłaszcza Ezechiel, z bólem piętnują Izraela za to, że swoim niewiernym i grzesznym życiem bezcześci Imię JHWH na oczach narodów pogańskich (Ez 36, 20-22).  

Na straży tej świętości stoi drugie przykazanie Dekalogu: „Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy” (Wj 20, 7). Chroni ono Imię przed sprowadzeniem go do roli magicznej formuły, przed użyciem go do fałszywych przysiąg, przekleństw czy jakiejkolwiek innej formy profanacji, która umniejszałaby Jego majestat. 

3. Uświęcenie Imienia w pełni czasów – Jezus Chrystus

Pełnia objawienia i uświęcenia Imienia Bożego dokonuje się w osobie, życiu i dziele Jezusa Chrystusa.  W Modlitwie Arcykapłańskiej mówi: „Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata” (J 17, 6). 
W Nim niewidzialne Imię Boga – Jego istota, miłość i świętość – staje się widzialne i dotykalne. Samo imię  Jezus, hebrajskie Jehoszua, oznacza „Jahwe zbawia”, co jest doskonałym streszczeniem Jego misji. W Jego osobie Imię Boże staje się Ciałem.  

Chrystus uświęca Imię Ojca całym swoim życiem, które jest doskonałym posłuszeństwem Jego woli. Jednak szczytem tego uświęcenia jest Jego Ofiara na krzyżu. Ponownie, w Modlitwie Arcykapłańskiej, Jezus prosi: „Ojcze Święty… za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie” (J 17, 19). Jego ofiara jest najwyższym aktem uwielbienia Imienia Ojca i jednocześnie źródłem uświęcenia dla nas. W odpowiedzi na ten akt doskonałej miłości i posłuszeństwa, Ojciec wywyższa Go po Zmartwychwstaniu i daje Mu „imię, które jest ponad wszelkie imię… aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano” (Flp 2, 9-10). Odtąd zbawienie jest dostępne tylko w Jego imieniu (Dz 4, 12).  

Modlitwa „w imię Jezusa” staje się jedyną drogą do Ojca (J 14, 13; 16, 23-24). Oznacza to modlitwę w jedności z Nim, w mocy Jego Ducha i w zgodzie z Jego wolą. Jak podkreśla Katechizm, nasza Modlitwa Pańska jest naszą modlitwą tylko wtedy, gdy modlimy się „w imię Jezusa”. To On zanosi ją przed tron Ojca.
 

1. Ojcowie Kościoła o uświęcaniu Imienia: Wezwanie do życia i świadectwa

Ojcowie Kościoła, komentując Modlitwę Pańską, zgodnie nauczają, że prośba „Święć się imię Twoje” nie ma charakteru sprawczego. Bóg jest święty w swojej istocie i nasza modlitwa niczego do tej świętości nie dodaje. Prośba ta ma charakter wartościujący i eschatologiczny: błagamy, aby Jego świętość, która jest wieczna i niezmienna, została rozpoznana, uczczona i zamanifestowana w nas i przez nas w całym świecie.  

Pisarze wczesnochrześcijańscy, tacy jak Tertulian (ok. 155-220) i św. Cyprian z Kartaginy (ok. 200-258) podkreślają, że kiedy mówimy „Święć się imię Twoje”, prosimy, aby Imię Boże było uświęcone nie tylko w nas, członkach Kościoła, ale „we wszystkich ludziach”, włączając w to nawet naszych nieprzyjaciół. Modlitwa ta ma zatem od samego początku charakter misyjny i wstawienniczy. Św. Cyprian nauczał ponadto, że Modlitwa Pańska, jako dana przez samego Chrystusa, jest najdoskonalsza
i najmilsza Ojcu, a modlenie się jej słowami jest aktem posłuszeństwa
 i duchowej mądrości.  

Inni Ojcowie, jak św. Piotr Chryzolog (ok. 380-450) i św.Augustyn (354-430), nierozerwalnie łączyli uświęcenie Imienia z jakością życia chrześcijan. Słynne jest stwierdzenie Piotra Chryzologa, cytowane przez Katechizm: „Od naszego życia i od naszej modlitwy zależy nierozłącznie to, czy imię Boże będzie święcone wśród narodów”. Dobre, święte życie chrześcijan sprawia, że Imię Boże jest błogosławione i pociąga innych do wiary. Złe, grzeszne życie staje się anty-świadectwem
i sprawia, że Imię Boże jest bluźnione, zgodnie z gorzkimi słowami św. Pawła skierowanymi do Żydów, a odnoszącymi się do wszystkich wierzących: „Z waszej przyczyny poganie bluźnią imieniu Boga” (Rz 2, 24)

2.   Św. Tomasz z Akwinu (1225-1274): Porządek pragnień

Św. Tomasz z Akwinu, uporządkował i pogłębił teologiczne rozumienie Modlitwy Pańskiej. W Sumie Teologicznej (II-II, q. 83, a. 9) Doktor Anielski dowodzi, że jest ona oratio perfectissima (modlitwą najdoskonalszą) właśnie dlatego, że uczy nas pragnąć rzeczy we właściwej kolejności, zgodnie z porządkiem miłości (ordo caritatis).

Pierwsza prośba, „Święć się imię Twoje”, wyraża pragnienie celu ostatecznego, dla którego człowiek został stworzony, a którym jest chwała Boża. Prosimy w niej o to, aby cześć i chwała należna Bogu z racji Jego istoty były Mu przez wszystkich oddawane. Św. Tomasz precyzyjnie rozróżnia dwa aspekty tej prośby. Po pierwsze, prosimy, aby Imię Boże, które jest święte samo w sobie, było  uznawane za święte przez ludzi – czyli poznawane z wiarą, czczone z pobożnością i szanowane z bojaźnią. Po drugie, prosimy, aby świętość Boża w sposób widzialny objawiała się w nas. Dzieje się to w najpełniejszy sposób wtedy, gdy przez łaskę uświęcającą stajemy się uczestnikami Bożej natury i Bóg rzeczywiście
w nas zamieszkuje, czyniąc nas swoją świątynią.  

W tradycji tomistycznej prośba ta jest często łączona z darem bojaźni Bożej (timor Domini). Nie chodzi tu o lęk niewolnika, ale o pełną czci i miłości postawę wobec nieskończonego majestatu i dobroci Boga. Taka bojaźń jest początkiem mądrości i chroni przed grzechem, który jest największą i najgorszą profanacją Jego świętego Imienia. 

Część III: Refleksja Współczesna.

Współczesna teologia, czerpiąc z odnowy biblijnej i patrystycznej, pogłębiła egzystencjalny i relacyjny wymiar pierwszej prośby Modlitwy Pańskiej.

Romano Guardini (1885-1968) w swoich rozważaniach nad Modlitwą Pańską interpretuje to wezwanie jako fundamentalne zobowiązanie egzystencjalne. Zwracając się do Boga jako do Ojca, człowiek wierzący zaciąga jednocześnie powinność upodobnienia się do Niego, gdyż dziecko w naturalny sposób odwzorowuje ojca. Prośba ta jest więc programem dążenia do świętości i doskonałości na wzór Ojca niebieskiego. Jest to także wezwanie do konkretnej walki z grzechami, które bezczeszczą Imię Boże w świecie, zwłaszcza z grzechami języka (obmowa, oszczerstwo, plotka), które niszczą cześć i dobre imię bliźniego, będącego przecież dzieckiem tego samego Ojca.  

Joseph Ratzinger / Benedykt XVI (1927-2022), zwłaszcza w swoim opus magnum Jezus z Nazaretu, wniósł niezwykle cenne światło do rozumienia tej prośby. Po pierwsze, podkreśla, że Imię jest darem relacji. Bóg, objawiając swoje Imię, czyni siebie „możliwym do wezwania” (anrufbar). Wchodzi w nasz świat, nawiązuje z nami osobistą relację i pozwala nam nawiązać relację z Nim. Po drugie, prośba „Święć się imię Twoje” jest pozytywnym i dynamicznym rozwinięciem drugiego przykazania Dekalogu. Nie chodzi już tylko o pasywne powstrzymywanie się od nadużywania Imienia, ale o aktywne działanie na rzecz jego czci i uświęcenia. Po trzecie, uświęcanie Imienia to obrona tajemnicy Boga przed wszelką profanacją, przed próbą zbanalizowania Go, instrumentalizacji czy sprowadzenia „w błoto” naszych ludzkich, przyziemnych kategorii i interesów. Ma to kluczowe znaczenie dla liturgii, a zwłaszcza dla naszego stosunku do Eucharystii, gdzie Bóg w akcie niepojętej pokory oddaje się całkowicie w nasze ręce. 
 

2. Nauczanie Katechizmu Kościoła Katolickiego (KKK 2807-2815)

Katechizm Kościoła Katolickiego, promulgowany przez św. Jana Pawła II w 1992 roku, stanowi autorytatywne i niezwykle bogate podsumowanie dwutysiącletniej Tradycji Kościoła na temat Modlitwy Pańskiej. Jego nauczanie dotyczące prośby „Święć się imię Twoje” (zawarte w paragrafach 2807-2815) można ująć w kilku kluczowych wymiarach.  

  • Wymiar eschatologiczny: Prośba ta włącza nas w odwieczny „zamysł życzliwości” Boga, abyśmy „byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1, 4.9). Jest to modlitwa o ostateczne i pełne wypełnienie się Bożego planu zbawienia, gdy Jego świętość zostanie objawiona wszystkim.  
  • Wymiar chrystologiczny i chrzcielny: Imię Boga zostaje nam
    w pełni objawione, a zarazem uświęcone w osobie Jezusa Chrystusa. Przez sakrament chrztu zostaliśmy „obmyci, uświęceni
    i usprawiedliwieni w imię Pana Jezusa Chrystusa i przez Ducha naszego Boga” (1 Kor 6, 11). Prośba ta jest więc codziennym błaganiem o łaskę życia zgodnego z naszą fundamentalną tożsamością chrzcielną, o wierność powołaniu do świętości.  
  • Wymiar egzystencjalny i misyjny: Katechizm z mocą powtarza nauczanie Ojców, że „od naszego życia i od naszej modlitwy zależy nierozłącznie to, czy imię Boże będzie święcone wśród narodów”. Jest to naglące wezwanie do osobistego i wspólnotowego świadectwa, aby przez nasze dobre życie, inspirowane wiarą, inni mogli dojść do poznania i uwielbienia Ojca (por. Mt 5, 16).  
  • Prośba już wysłuchana w Chrystusie: Ostatecznie, ta prośba, podobnie jak cała Modlitwa Pańska, została już w sposób doskonały wysłuchana w arcykapłańskiej modlitwie samego Chrystusa. Nasza modlitwa jest skuteczna i miła Bogu, gdy jednoczymy się z Nim, modląc się „w Jego imię”.  

Zakończenie: Od Modlitwy do Życia – Konkretne Wnioski

Analiza teologiczna prośby „Święć się imię Twoje” ukazuje, że nie jest to jedynie pobożne westchnienie czy jedno z siedmiu wezwań. Jest to kompleksowy program dla całego życia chrześcijańskiego, który reorientuje serce człowieka ku jego ostatecznemu celowi – chwale Boga. Ta prośba, często odmawiana w sposób nawykowy, kryje w sobie teodramatyczną i eschatologiczną pilność. Nie jest to modlitwa o jakiś ogólny, statyczny stan czci. Jest to aktywne błaganie o postęp Bożego, zbawczego planu w historii. Każde nawrócenie, każde świadectwo męczennika, każde życie przeżywane w świętości jest sceną w wielkim dramacie zbawienia, w której Imię Boże zostaje uświęcone i obronione przed siłami profanacji. Jest to zatem modlitwa „bojowa”, która włącza wierzącego w dynamiczne działanie Boga w świecie i wyraża tęsknotę za ostatecznym aktem tego dramatu: pełnym nadejściem Królestwa i definitywnym zwycięstwem Bożej chwały.

Uświęcanie Imienia Bożego musi realizować się w trzech nierozerwalnie połączonych sferach:

  1. Sfera liturgiczna: Wymaga postawy głębokiej adoracji, czci
    i szacunku w modlitwie, zwłaszcza wobec Najświętszego Sakramentu, gdzie Bóg jest realnie obecny. Oznacza to unikanie rutyny, powierzchowności
    i traktowania świętych słów jako magicznych formuł.  
  2. Sfera moralna: Przekłada się na codzienną, wytrwałą walkę
    z grzechem, który jest fundamentalną profanacją Imienia Bożego. Jest to osobista i wspólnotowa odpowiedź na powszechne powołanie do świętości, dążenie do życia, które odzwierciedla świętość naszego Ojca.  
  3. Sfera misyjna: Domaga się świadectwa życia, które jest najskuteczniejszą formą ewangelizacji. Nasze życie ma być „listem Chrystusa” (2 Kor 3, 3),
    w którym inni, zwłaszcza ci, którzy są daleko od Boga, mogą odczytać świętość i miłość Jego Imienia i zostać pociągnięci do wiary.  

Ostateczne, pełne i doskonałe wypełnienie tej prośby nastąpi jednak dopiero w chwale nieba. Wtedy Bóg objawi w pełni swoją świętość, a całe odkupione stworzenie, zjednoczone w Chrystusie, odpowie doskonałym
i wiecznym uwielbieniem, gdy Bóg będzie „wszystkim we wszystkich”
(1 Kor 15, 28). Modląc się dziś „Święć się imię Twoje”, wyrażamy naszą najgłębszą tęsknotę za tym dniem i zobowiązujemy się, by już teraz, mocą łaski Bożej, przyspieszać jego nadejście.  

 KATECHEZA 4. Grudzień Święć się Imię Twoje

 Wprowadzenie: Serce Modlitwy Chrześcijańskiej

Modlitwa Pańska, przekazana uczniom przez samego Jezusa Chrystusa, zajmuje absolutnie centralne miejsce w życiu i duchowości chrześcijańskiej. Już Ojcowie Kościoła, tacy jak Tertulian, św. Tomasz z Akwinu, określali ją mianem breviarium totius Evangelii – „streszczenia całej Ewangelii”. 

 Prymat prośby „Święć się imię Twoje” nie jest przypadkowy. Jezus świadomie umieszcza ją na samym początku, bezpośrednio po inwokacji „Ojcze nasz”, co wskazuje na jej fundamentalne i absolutnie priorytetowe znaczenie. Zanim poprosimy o cokolwiek dla siebie, jesteśmy wezwani, by pragnąć chwały Boga. Zrozumienie głębi tego wezwania jest kluczem do zrozumienia istoty chrześcijańskiej modlitwy i życia. 

Część I: Korzenie Biblijne – Objawienie Imienia i Świętości

1. „Imię” w myśli semickiej i Starym Testamencie: Objawienie Osoby

Aby pojąć wagę pierwszej prośby, należy najpierw zanurzyć się w semickim rozumieniu „imienia”. W kulturze biblijnej hebrajskie słowo shem (imię) oznaczało znacznie więcej niż tylko identyfikującą etykietę. Imię było nierozerwalnie związane z samą istotą, osobowością, mocą
i realną obecnością tego, kto je nosił. Nadanie imienia było aktem poznania i władzy, co widać już w Księdze Rodzaju, gdy Adam nazywa zwierzęta. Imię wyrażało prawdziwą tożsamość i przeznaczenie danej osoby; imię Jakub oznaczało „ten, który wypiera”, a imię Salomon – „pokojowy”, co odzwierciedlało charakter jego panowania. Znać czyjeś imię oznaczało mieć do niego pewien dostęp, wejść z nim w relację.  

W tym kontekście objawienie Imienia Bożego Mojżeszowi przy płonącym krzewie (Wj 3, 13-15) jest absolutnie kluczowym momentem w historii zbawienia. Na pytanie Mojżesza o imię, Bóg odpowiada tajemniczymi słowami: ’ehjeh ’ăšer ’ehjeh, co tradycyjnie tłumaczy się jako „Jestem, który jestem”. Imię własne Boga, tetragram JHWH, jest jednocześnie największym objawieniem i największym zakryciem. Jest to przede wszystkim objawienie dynamicznej, wiernej i zbawczej obecności Boga
w historii swojego ludu. Imię JHWH, pochodzące od hebrajskiego czasownika „być” lub „stawać się”, wskazuje na Tego, który jest zawsze obecny i który „powoduje, że się staje” – czyli realizuje swoje obietnice
i zbawcze zamysły.  

Imię to, jako dar, miało być wzywane z czcią przez wszystkie pokolenia (Wj 3, 15), a jego znajomość stawała się źródłem niezachwianej ufności (Ps 9, 11). Powszechność jego użycia i cześć, jaką było otaczane, potwierdza fakt, że wiele imion w Izraelu zawierało w sobie część tetragramu (teoforyczne), jak Jonatan (Jehonatan – „Jahwe dał”), Jan (Johanan – „Jahwe jest łaskaw”), a nawet samo imię Zbawiciela, Jezus (Jehoszua – „Jahwe jest zbawieniem”).  

Bóg, podając swoje osobiste imię, czyni siebie dostępnym, „możliwym do wezwania”, zapraszając do intymnej relacji. Prośba „Święć się imię Twoje” nie jest zatem modlitwą o intelektualne zrozumienie istoty Boga. Jest to błaganie o łaskę życia we właściwej postawie wobec tej objawionej tajemnicy: aby z największą czcią podchodzić do Boga, który stał się bliski, pamiętając jednocześnie o Jego niepojętej, transcendentnej świętości.
  

2. „Świętość” Boga w Starym Testamencie:

Pojęcie świętości, wyrażone hebrajskim słowem qadosh, w pierwszej kolejności i w sposób absolutny opisuje samego Boga. Oznacza ono Jego radykalną „inność”, transcendencję, całkowite oddzielenie od wszystkiego, co stworzone, skończone, a zwłaszcza grzeszne i niedoskonałe. Świętość Boga jest Jego wewnętrzną istotą, która na zewnątrz promieniuje jako Jego Chwała (kabod) i majestat.  

Jednak ten transcendentny i Święty Bóg nie pozostaje zamknięty w swojej niedostępności. On wzywa swój lud, Izraela, do udziału w Jego własnej świętości: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19, 2). Świętość ludu Bożego ma być odpowiedzią na świętość Boga i jej odbiciem. Realizuje się ona na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to  

separacja kultyczna: oddzielenie dla Boga i poświęcenie Mu na wyłączną służbę określonych miejsc (świątynia), czasów (szabat), przedmiotów i osób (kapłani, lewici, nazirejczycy). Druga, znacznie głębsza, to  

czystość moralna: życie zgodne z wolą Bożą objawioną w Prawie, praktykowanie sprawiedliwości, miłosierdzia i wierności Przymierzu. Grzech jest w tym kontekście nie tylko wykroczeniem moralnym, ale aktem profanacji, zbezczeszczeniem świętego Imienia Bożego, które zamieszkało pośród ludu. Prorocy, zwłaszcza Ezechiel, z bólem piętnują Izraela za to, że swoim niewiernym i grzesznym życiem bezcześci Imię JHWH na oczach narodów pogańskich (Ez 36, 20-22).  

Na straży tej świętości stoi drugie przykazanie Dekalogu: „Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy” (Wj 20, 7). Chroni ono Imię przed sprowadzeniem go do roli magicznej formuły, przed użyciem go do fałszywych przysiąg, przekleństw czy jakiejkolwiek innej formy profanacji, która umniejszałaby Jego majestat. 

3. Uświęcenie Imienia w pełni czasów – Jezus Chrystus

Pełnia objawienia i uświęcenia Imienia Bożego dokonuje się w osobie, życiu i dziele Jezusa Chrystusa.  W Modlitwie Arcykapłańskiej mówi: „Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata” (J 17, 6). 
W Nim niewidzialne Imię Boga – Jego istota, miłość i świętość – staje się widzialne i dotykalne. Samo imię  Jezus, hebrajskie Jehoszua, oznacza „Jahwe zbawia”, co jest doskonałym streszczeniem Jego misji. W Jego osobie Imię Boże staje się Ciałem.  

Chrystus uświęca Imię Ojca całym swoim życiem, które jest doskonałym posłuszeństwem Jego woli. Jednak szczytem tego uświęcenia jest Jego Ofiara na krzyżu. Ponownie, w Modlitwie Arcykapłańskiej, Jezus prosi: „Ojcze Święty… za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie” (J 17, 19). Jego ofiara jest najwyższym aktem uwielbienia Imienia Ojca i jednocześnie źródłem uświęcenia dla nas. W odpowiedzi na ten akt doskonałej miłości i posłuszeństwa, Ojciec wywyższa Go po Zmartwychwstaniu i daje Mu „imię, które jest ponad wszelkie imię… aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano” (Flp 2, 9-10). Odtąd zbawienie jest dostępne tylko w Jego imieniu (Dz 4, 12).  

Modlitwa „w imię Jezusa” staje się jedyną drogą do Ojca (J 14, 13; 16, 23-24). Oznacza to modlitwę w jedności z Nim, w mocy Jego Ducha i w zgodzie z Jego wolą. Jak podkreśla Katechizm, nasza Modlitwa Pańska jest naszą modlitwą tylko wtedy, gdy modlimy się „w imię Jezusa”. To On zanosi ją przed tron Ojca.
 

1. Ojcowie Kościoła o uświęcaniu Imienia: Wezwanie do życia i świadectwa

Ojcowie Kościoła, komentując Modlitwę Pańską, zgodnie nauczają, że prośba „Święć się imię Twoje” nie ma charakteru sprawczego. Bóg jest święty w swojej istocie i nasza modlitwa niczego do tej świętości nie dodaje. Prośba ta ma charakter wartościujący i eschatologiczny: błagamy, aby Jego świętość, która jest wieczna i niezmienna, została rozpoznana, uczczona i zamanifestowana w nas i przez nas w całym świecie.  

Pisarze wczesnochrześcijańscy, tacy jak Tertulian (ok. 155-220) i św. Cyprian z Kartaginy (ok. 200-258) podkreślają, że kiedy mówimy „Święć się imię Twoje”, prosimy, aby Imię Boże było uświęcone nie tylko w nas, członkach Kościoła, ale „we wszystkich ludziach”, włączając w to nawet naszych nieprzyjaciół. Modlitwa ta ma zatem od samego początku charakter misyjny i wstawienniczy. Św. Cyprian nauczał ponadto, że Modlitwa Pańska, jako dana przez samego Chrystusa, jest najdoskonalsza
i najmilsza Ojcu, a modlenie się jej słowami jest aktem posłuszeństwa
 i duchowej mądrości.  

Inni Ojcowie, jak św. Piotr Chryzolog (ok. 380-450) i św.Augustyn (354-430), nierozerwalnie łączyli uświęcenie Imienia z jakością życia chrześcijan. Słynne jest stwierdzenie Piotra Chryzologa, cytowane przez Katechizm: „Od naszego życia i od naszej modlitwy zależy nierozłącznie to, czy imię Boże będzie święcone wśród narodów”. Dobre, święte życie chrześcijan sprawia, że Imię Boże jest błogosławione i pociąga innych do wiary. Złe, grzeszne życie staje się anty-świadectwem
i sprawia, że Imię Boże jest bluźnione, zgodnie z gorzkimi słowami św. Pawła skierowanymi do Żydów, a odnoszącymi się do wszystkich wierzących: „Z waszej przyczyny poganie bluźnią imieniu Boga” (Rz 2, 24)

2.   Św. Tomasz z Akwinu (1225-1274): Porządek pragnień

Św. Tomasz z Akwinu, uporządkował i pogłębił teologiczne rozumienie Modlitwy Pańskiej. W Sumie Teologicznej (II-II, q. 83, a. 9) Doktor Anielski dowodzi, że jest ona oratio perfectissima (modlitwą najdoskonalszą) właśnie dlatego, że uczy nas pragnąć rzeczy we właściwej kolejności, zgodnie z porządkiem miłości (ordo caritatis).  

Pierwsza prośba, „Święć się imię Twoje”, wyraża pragnienie celu ostatecznego, dla którego człowiek został stworzony, a którym jest chwała Boża. Prosimy w niej o to, aby cześć i chwała należna Bogu z racji Jego istoty były Mu przez wszystkich oddawane. Św. Tomasz precyzyjnie rozróżnia dwa aspekty tej prośby. Po pierwsze, prosimy, aby Imię Boże, które jest święte samo w sobie, było  uznawane za święte przez ludzi – czyli poznawane z wiarą, czczone z pobożnością i szanowane z bojaźnią. Po drugie, prosimy, aby świętość Boża w sposób widzialny objawiała się w nas. Dzieje się to w najpełniejszy sposób wtedy, gdy przez łaskę uświęcającą stajemy się uczestnikami Bożej natury i Bóg rzeczywiście
w nas zamieszkuje, czyniąc nas swoją świątynią.  

W tradycji tomistycznej prośba ta jest często łączona z darem bojaźni Bożej (timor Domini). Nie chodzi tu o lęk niewolnika, ale o pełną czci i miłości postawę wobec nieskończonego majestatu i dobroci Boga. Taka bojaźń jest początkiem mądrości i chroni przed grzechem, który jest największą i najgorszą profanacją Jego świętego Imienia. 

Część III: Refleksja Współczesna.

Współczesna teologia, czerpiąc z odnowy biblijnej i patrystycznej, pogłębiła egzystencjalny i relacyjny wymiar pierwszej prośby Modlitwy Pańskiej.

Romano Guardini (1885-1968) w swoich rozważaniach nad Modlitwą Pańską interpretuje to wezwanie jako fundamentalne zobowiązanie egzystencjalne. Zwracając się do Boga jako do Ojca, człowiek wierzący zaciąga jednocześnie powinność upodobnienia się do Niego, gdyż dziecko w naturalny sposób odwzorowuje ojca. Prośba ta jest więc programem dążenia do świętości i doskonałości na wzór Ojca niebieskiego. Jest to także wezwanie do konkretnej walki z grzechami, które bezczeszczą Imię Boże w świecie, zwłaszcza z grzechami języka (obmowa, oszczerstwo, plotka), które niszczą cześć i dobre imię bliźniego, będącego przecież dzieckiem tego samego Ojca.  

Joseph Ratzinger / Benedykt XVI (1927-2022), zwłaszcza w swoim opus magnum Jezus z Nazaretu, wniósł niezwykle cenne światło do rozumienia tej prośby. Po pierwsze, podkreśla, że Imię jest darem relacji. Bóg, objawiając swoje Imię, czyni siebie „możliwym do wezwania” (anrufbar). Wchodzi w nasz świat, nawiązuje z nami osobistą relację i pozwala nam nawiązać relację z Nim. Po drugie, prośba „Święć się imię Twoje” jest pozytywnym i dynamicznym rozwinięciem drugiego przykazania Dekalogu. Nie chodzi już tylko o pasywne powstrzymywanie się od nadużywania Imienia, ale o aktywne działanie na rzecz jego czci i uświęcenia. Po trzecie, uświęcanie Imienia to obrona tajemnicy Boga przed wszelką profanacją, przed próbą zbanalizowania Go, instrumentalizacji czy sprowadzenia „w błoto” naszych ludzkich, przyziemnych kategorii i interesów. Ma to kluczowe znaczenie dla liturgii, a zwłaszcza dla naszego stosunku do Eucharystii, gdzie Bóg w akcie niepojętej pokory oddaje się całkowicie w nasze ręce. 
 

2. Nauczanie Katechizmu Kościoła Katolickiego (KKK 2807-2815)

Katechizm Kościoła Katolickiego, promulgowany przez św. Jana Pawła II w 1992 roku, stanowi autorytatywne i niezwykle bogate podsumowanie dwutysiącletniej Tradycji Kościoła na temat Modlitwy Pańskiej. Jego nauczanie dotyczące prośby „Święć się imię Twoje” (zawarte w paragrafach 2807-2815) można ująć w kilku kluczowych wymiarach.  

  • Wymiar eschatologiczny: Prośba ta włącza nas w odwieczny „zamysł życzliwości” Boga, abyśmy „byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1, 4.9). Jest to modlitwa o ostateczne i pełne wypełnienie się Bożego planu zbawienia, gdy Jego świętość zostanie objawiona wszystkim.  
  • Wymiar chrystologiczny i chrzcielny: Imię Boga zostaje nam
    w pełni objawione, a zarazem uświęcone w osobie Jezusa Chrystusa. Przez sakrament chrztu zostaliśmy „obmyci, uświęceni
    i usprawiedliwieni w imię Pana Jezusa Chrystusa i przez Ducha naszego Boga” (1 Kor 6, 11). Prośba ta jest więc codziennym błaganiem o łaskę życia zgodnego z naszą fundamentalną tożsamością chrzcielną, o wierność powołaniu do świętości.  
  • Wymiar egzystencjalny i misyjny: Katechizm z mocą powtarza nauczanie Ojców, że „od naszego życia i od naszej modlitwy zależy nierozłącznie to, czy imię Boże będzie święcone wśród narodów”. Jest to naglące wezwanie do osobistego i wspólnotowego świadectwa, aby przez nasze dobre życie, inspirowane wiarą, inni mogli dojść do poznania i uwielbienia Ojca (por. Mt 5, 16).  
  • Prośba już wysłuchana w Chrystusie: Ostatecznie, ta prośba, podobnie jak cała Modlitwa Pańska, została już w sposób doskonały wysłuchana w arcykapłańskiej modlitwie samego Chrystusa. Nasza modlitwa jest skuteczna i miła Bogu, gdy jednoczymy się z Nim, modląc się „w Jego imię”.  

Zakończenie: Od Modlitwy do Życia – Konkretne Wnioski

Analiza teologiczna prośby „Święć się imię Twoje” ukazuje, że nie jest to jedynie pobożne westchnienie czy jedno z siedmiu wezwań. Jest to kompleksowy program dla całego życia chrześcijańskiego, który reorientuje serce człowieka ku jego ostatecznemu celowi – chwale Boga. Ta prośba, często odmawiana w sposób nawykowy, kryje w sobie teodramatyczną i eschatologiczną pilność. Nie jest to modlitwa o jakiś ogólny, statyczny stan czci. Jest to aktywne błaganie o postęp Bożego, zbawczego planu w historii. Każde nawrócenie, każde świadectwo męczennika, każde życie przeżywane w świętości jest sceną w wielkim dramacie zbawienia, w której Imię Boże zostaje uświęcone i obronione przed siłami profanacji. Jest to zatem modlitwa „bojowa”, która włącza wierzącego w dynamiczne działanie Boga w świecie i wyraża tęsknotę za ostatecznym aktem tego dramatu: pełnym nadejściem Królestwa i definitywnym zwycięstwem Bożej chwały.

Uświęcanie Imienia Bożego musi realizować się w trzech nierozerwalnie połączonych sferach:

  1. Sfera liturgiczna: Wymaga postawy głębokiej adoracji, czci
    i szacunku w modlitwie, zwłaszcza wobec Najświętszego Sakramentu, gdzie Bóg jest realnie obecny. Oznacza to unikanie rutyny, powierzchowności
    i traktowania świętych słów jako magicznych formuł.  
  2. Sfera moralna: Przekłada się na codzienną, wytrwałą walkę
    z grzechem, który jest fundamentalną profanacją Imienia Bożego. Jest to osobista i wspólnotowa odpowiedź na powszechne powołanie do świętości, dążenie do życia, które odzwierciedla świętość naszego Ojca.  
  3. Sfera misyjna: Domaga się świadectwa życia, które jest najskuteczniejszą formą ewangelizacji. Nasze życie ma być „listem Chrystusa” (2 Kor 3, 3),
    w którym inni, zwłaszcza ci, którzy są daleko od Boga, mogą odczytać świętość i miłość Jego Imienia i zostać pociągnięci do wiary.  

Ostateczne, pełne i doskonałe wypełnienie tej prośby nastąpi jednak dopiero w chwale nieba. Wtedy Bóg objawi w pełni swoją świętość, a całe odkupione stworzenie, zjednoczone w Chrystusie, odpowie doskonałym
i wiecznym uwielbieniem, gdy Bóg będzie „wszystkim we wszystkich”
(1 Kor 15, 28). Modląc się dziś „Święć się imię Twoje”, wyrażamy naszą najgłębszą tęsknotę za tym dniem i zobowiązujemy się, by już teraz, mocą łaski Bożej, przyspieszać jego nadejście.  

 

KATECHEZA 5. luty – „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”
{katecheza powstała na podstawie homilii ks. Bpa Stanisława Jamrozka i innych katechez}

Według nauczania Kościoła (KKK) prośba ta ma trzy głębokie warstwy:

– Wymiar materialny: Prosimy o pokarm, ubranie, dach nad głową i zdrowie.
      To wyraz ufności dziecka wobec Ojca.

– Wymiar solidarności: Mówimy „naszego”, a nie „mojego”. To wezwanie do dzielenia się z tymi, którzy cierpią głód. Nie można modlić się tymi słowami, pozostając obojętnym na nędzę bliźniego.

– Wymiar duchowy: Człowiek ma głód, którego nie zaspokoi ziemski pokarm.
    To prośba o Słowo Boże i Eucharystię.

Co mieści się w słowie „Chleb”?

W biblijnym rozumieniu „chleb” nie oznacza jedynie produktu z mąki i wody.
   To symbol wszystkiego, co jest nam niezbędne do godnego życia. Prosząc o chleb, uznajemy naszą całkowitą zależność od Boga – Stwórcy, od którego pochodzi wszelkie dobro.

Psalm 145:
„Oczy wszystkich czekają na Ciebie, a Ty dajesz im pokarm we właściwym czasie. Otwierasz swą rękę i nasycasz do woli wszystko, co żyje”. (Ps 145, 15-16)


 Nauka Kościoła: Pokora i ufność

Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK) przypomina, że ta prośba uczy nas życia „tu
i teraz”, bez paraliżującego lęku o jutro.

KKK 2830: „Fakt, że ziemia jest owocna, a my pracujemy, nie zwalnia nas z ufności; ponieważ bez Niego nic nie możemy uczynić”.

Kluczowe aspekty nauczania:

  1. Dziś: Modlitwa uczy nas zawierzenia na dany dzień (podobnie jak Izraelici zbierali mannę na pustyni tylko na jeden dzień).
  2. Praca i Opatrzność: Chrześcijanin ma pracować, jakby wszystko zależało od niego, ale ufać, jakby wszystko zależało od Boga

      Biblia wielokrotnie wskazuje, że Bóg troszczy się o ciało, ale wskazuje na priorytet   
      ducha:
      O zaufaniu: „Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jedli? co będziemy pili? […] Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie”. (Mt 6, 31-32)

O prawdziwym pokarmie: J 6,32-35 „Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba*. 33 Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu». 34 Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze tego chleba!» 35

  • Eucharystia: Chlebem „powszednim” (gr. epiousios – ponadistotny) jest sam Chrystus.

W Piśmie Świętym motyw chleba jako daru Bożej Opatrzności oraz symbolu życia duchowego pojawia się wielokrotnie. Oto dodatkowe cytaty, które pogłębią zrozumienie prośby „Chleba naszego powszedniego…”:

Chleb jako znak zaufania i daru (Stary Testament)

Bóg uczy swój lud, że pokarm jest darem, który należy przyjmować z wdzięcznością każdego dnia.
–  Manna na pustyni: „Wtedy powiedział do nich Mojżesz: «To jest chleb, który daje wam Pan na pokarm»” Wj 16, 15

– Boża troska w psalmach: „On sprawia, że trawa rośnie dla bydła i rośliny na użytek ludzi, by z ziemi dobywali chleb i wino, co rozwesela serce ludzkie, by twarz się lśniła od oliwy, by chleb krzepił ludzkie serce” Ps 104, 14-15

Mądrość o umiarze: „Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym” Przp 30, 8

Jezus wskazuje, że choć chleb jest ważny, nie jest jedynym fundamentem życia człowieka.
O kuszeniu: „Lecz On mu odrzekł: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych»” (Mt 4, 4).

– O chlebie życia: „Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie»” (J 6, 35).

– Zapowiedź Eucharystii: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6, 51)

analiza  Mowy Eucharystycznej z 6. rozdziału Ewangelii wg św. Jana (J 6, 22-59), która stanowi fundament teologiczny dla prośby o „chleb powszedni” w wymiarze nadprzyrodzonym.

Kontekst: Od nasycenia żołądka do nasycenia duszy

Mowa ta następuje bezpośrednio po cudzie rozmnożenia chleba. Tłum szuka Jezusa, ponieważ został nakarmiony fizycznie. Jezus wykorzystuje to doświadczenie, aby przenieść ich uwagę na wyższy poziom:

„Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy” (J 6, 27).

Trzy kluczowe etapy objawienia w Ewangelii św Jana: J 6

EtapTreść ObjawieniaZnaczenie dla katechezy
Manna a Prawdziwy ChlebJezus przypomina, że manna na pustyni była tylko zapowiedzią. Ojcowie jedli ją i pomarli (J 6, 49).Bóg dba o ciało, ale Jego ostatecznym celem jest życie wieczne.
„Ja jestem Chlebem Życia”Pierwsza z wielkich autoprezentacji Jezusa. On sam jest pokarmem.Chleb powszedni to nie „coś”, ale „Ktoś” – Osoba Jezusa.
Realizm EucharystycznyJezus mówi radykalnie: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem” (J 6, 55).To zapowiedź ustanowienia Sakramentu Ołtarza.

Marta Robin (1902–1981) to jedna z najbardziej fascynujących postaci francuskiego katolicyzmu XX wieku. Jej życie upłynęło w małej wiosce Châteauneuf-de-Galaure, gdzie jako prosta wieśniaczka stała się duchową przewodniczką dla tysięcy osób. 

Oto kluczowe fakty z jej życia:

Choroba i paraliż: W wieku 16 lat zaczęła chorować (prawdopodobnie na zapalenie mózgu), co doprowadziło do stopniowego, całkowitego paraliżu. Od 1928 roku była przykuta do łóżka, a od 1930 roku nie mogła już przełykać pokarmów ani pić.
Życie Eucharystią: Przez 51 lat (od 1930 do śmierci) nie jadła i nie piła. Przyjmowała jedynie Komunię Świętą raz w tygodniu. Świadkowie twierdzili, że Hostia sama „wlatywała” do jej ust lub znikała bez połykania, co było jedynym sposobem na jej przyjęcie przy atrofii przełyku.
Stygmaty i Męka Pańska: W każdy piątek Marta przeżywała fizycznie Mękę Chrystusa. Na jej dłoniach, stopach, boku i czole pojawiały się krwawiące rany (stygmaty).
Ogniska Miłości: Mimo paraliżu i życia w ciemnym pokoju (jej oczy nie tolerowały światła), założyła wspólnoty Ogniska Miłości (Foyers de Charité), które dziś działają na całym świecie.
Wpływ duchowy: Przez jej mały pokoik przewinęło się ponad 100 000 osób, w tym wybitni teolodzy i filozofowie, u których szukali rady i pocieszenia. 

Kontrowersje i badania:
Choć w 2014 roku papież Franciszek uznał jej heroiczność cnót (tytuł Czcigodnej Służebnicy Bożej), w ostatnich latach pojawiły się głosy krytyczne. W 2020 roku opublikowano książkę o. Conrada De Meestera, który analizując jej pisma, zasugerował możliwość mistyfikacji lub plagiatu tekstów innych mistyczek. Stolica Apostolska
i wspólnoty Ognisk Miłości prowadzą dalsze analizy, aby wyjaśnić te wątpliwości. 

Status procesu beatyfikacyjnego Marty Robin znajduje się obecnie w fazie analizy,
a kontrowersje z 2020 roku wpłynęły na jego tempo, choć go nie zatrzymały.

Tytuł Czcigodnej Służebnicy Bożej: Marta Robin nadal posiada ten tytuł, nadany jej przez papieża Franciszka w listopadzie 2014 roku.

Oznacza to, że Kościół oficjalnie uznał jej „heroiczność cnót”. Proces trwa, ale Kościół zachowuje dużą ostrożność, badając zarówno oskarżenia o plagiat, jak i kwestie związane z nadużyciami we wspólnotach, które założyła. 

 Podsumowanie:

Modlitwa o chleb powszedni to nie „lista zakupów” przedstawiana Bogu, ale postawa serca, które: Dziękuje za to, co już posiada.
                    Dzieli się z tymi, którzy mają mniej.
                    Tęskni za Komunią Świętą jako pokarmem na życie wieczne.

Św. Cyprian pisał: „Chrystus jest chlebem tych, którzy dotykają Jego Ciała”. Prosząc
o chleb, prosimy więc o to, byśmy nigdy nie zostali oddzieleni od Chrystusa.

Solidarność i dzielenie się:

Modlitwa o chleb „nasz” (wspólny) znajduje odzwierciedlenie w wezwaniach do pomocy głodnym. „Dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, wygnańców, jeśli ujrzysz nagiego, przyodziać go i nie odwrócić się od współziomków” (Iz 58, 7)
W prośbie o chleb nie prosimy więc tylko o „bułkę na śniadanie”, ale o Chleb z nieba, który podtrzymuje w nas życie Boże.
Wnioski dla wiary (Nauka Kościoła)

Według Katechizmu Kościoła Katolickiego nr 2837, Eucharystia jest naszym „chlebem powszednim”:

Codzienność: Powinniśmy jej pragnąć każdego dnia.
Lekarstwo: Jest ona lekarstwem na naszą słabość i pokarmem na drogę do wieczności (Viaticum).




KATECHEZA 6. maj – Zbaw nas od złego”

Ks. Jan Smoła, Przysietnica

Zbaw nas ode złego

Ostatnia prośba modlitwy Pańskiej dotyczy wszystkich ludzi, ale szczególnie wierzących, którzy doświadczają niszczycielskiej potęgi zła, zarówno na płaszczyźnie indywidualnej, jak i społecznej. Takie słowa, skierowane do Ojca w niebie, może wypowiedzieć człowiek wierzący, który widzi zniszczenia dokonane przez zło, najpierw w sobie, później w swojej rodzinie i wśród najbliższych, następnie we wspólnotach Kościoła, w społecznościach w których przebywa, chociażby zakład pracy, grono przyjaciół i kolegów, w końcu w narodzie i świecie. Niszczycielska siła zła we wspomnianych społecznościach bliższych i dalszych nie może być nam obojętna, dlatego naszą modlitwę do Ojca w niebie traktujemy jako modlitwę wstawienniczą, gdyż sami mamy niewielki wpływ na to co się dzieje w kościele, narodzie czy w świecie.

  1. Problem zła

Ostatnia prośba – ale nas zbaw od złego – przekazana jest wyłącznie przez Mateusza. Głównym problemem interpretacyjnym jest odpowiedź na pytanie, jak rozumieć wyrażenie od złego (gr. apo tou ponerou). Tekst grecki dopuszcza dwie możliwości; pierwsza akcentuje wszelkie przejawy zła w świecie, które zakorzenia się w naszym życiu, zaś druga odnosi się do szatana głównego sprawcy zła. Obie interpretacje nie wykluczają się wzajemnie, a nawet uzupełniają, gdyż szatan jest u początku wszelkiego zła, czyli jest główną jego przyczyną. Uważna analiza Słowa Bożego dotycząca pojawienia się grzechu na świecie stawia w centrum owej rzeczywistości szatana, który przy drzewie poznania dobra i zła, w obrodzie Eden, wstrzykuje człowiekowi stworzonemu przez Boga truciznę o nazwie nieposłuszeństwo. Niszczy ona ludzką osobowość, która została stworzona przez Boga jako jedność funkcjonująca w wymiarze duchowym (gr. pneuma), wewnętrznym (gr. psyche) i cielesnym (gr. soma). Pan Bóg przykazał człowiekowi, aby strzegł tej jedności, niczym przysłowiowego oka w głowie, gdyż wróg robi wszystko, aby to zniszczyć, rozbić, podzielić.

  • Zbaw nas                                                  

W natchnionym tekście występuje greckie słowo rysai (ῥύσαι) i jest to forma czasownika rhyomai (ῥύομαι), co oznacza zbawić, przyjść z pomocą, ratować, wyzwalać, ocalać, wyrywać, uzdrawiać. Słowo to wzywa nas do działania i nakazuje ratowanie lub wyzwalanie kogoś lub czegoś.  Dosłownie można go przetłumaczyć jako przeniesienie, przestawienie, deportowanie z jednej do innej rzeczywistości. Św. Paweł używa go na początku Listu do Kolosan, kiedy ukazuje działanie Trójcy Przenajświętszej i zachęca wierzących do dziękczynienia za to, że Bóg uwolnił, wyrwał nas (gr.errysato) spod władzy ciemności i przeniósł (gr. metestesen) do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie-odpuszczenie grzechów (Kol 1, 13). List do koryntiam przekonuje nas, że owo zbawcze działanie Boga nie jest jednorazowe, gdyż tylko w jednym wersecie drugiego Listu do Koryntian wspomniane słowo występuje trzy razy. Najpierw w przypomnieniu faktu, że tylko Bóg może nas wybawić z niebezpieczeństwa wiecznego potępienia, śmierci (gr. errysato). Następnie zapewnia nas, że ciągle będzie nas wybawiał (gr. ryestai), zaś na koniec pokazany jest nasz współudział (gr. synypourgountōn) w zbawczym działaniu Boga, który dokonuje się w przestrzeni naszej modlitwy o zbawienie (gr. rysetai) innych. Wspomniana modlitwa wstawiennicza domaga się, aby zaangażowało się w nią jak najwięcej twarzy (gr. prosōpōn), osób, aby zmobilizować do dziękczynienia Bogu za ten niezwykły charyzmat, który nosimy w sobie (zob. 2 Kor 1, 10). Kolejny raz słowo eryssato występuje w opisie relacji mistrz uczeń, czyli św. Paweł – św. Tymoteusz. Św. Paweł mówi, że Tymoteusz kroczy drogą wskazana mu przez niego. Jest to droga wypływająca z jego nauki, która pokazuje sposób życia. To Paweł jako mistrz, pedagog przeszedł ową duchową drogę, razem ze swoim uczniem Tymoteuszem prowadząc go za rękę. Mówi, że w czasie tego prowadzenia uczył go wiary, cierpliwości, wyrozumiałości, wytrwałości. W czasie tej drogi wtajemniczył go w prześladowania i cierpienia, które go spotkały i musiał je znosić w Antiochii, Ikonium i Listrze (Dz 13, 1- 16, 5), skąd zabrał Tymoteusza, aby uczestniczył w pierwszej podróży misyjnej. Złożył wobec swojego ucznia niezwykłe świadectwo, że z powyższych trudności, które spotkały go od ludzi złych, zwodzicieli i obłąkańców, które przewyższały jego siły wyrwał (gr. errysato) go Pan (zob. 2Tm 3, 10-13). Słowo errysato przytacza również św. Piotr Apostoł w swoim drugim Liście skierowanym do Kościoła (2 P 2, 7). Używa go w kontekście ludzi, którzy, jak sprawiedliwy Lot doświadczają różnego rodzaju udręk od ludzi nieprawych, którzy żyją w rozpuście i wyuzdaniu. Pragną oni swój sposób życia przemocą narzucić innym. Bóg jednak we właściwym czasie wyrywa, ocala ich z tego bagna rozpusty (zob. Rdz. 19, 1-29; 2P 2, 1-22). Apostoł Piotr przestrzega również tych, którzy doświadczyli zbawienia, ocalenia, przez poznanie Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa, a później na nowo weszli w to bagno, że podobni są do psa, który powrócił do tego, co zwymiotował i świni umytej, która wróciła do kałuży błota (zob. 2P, 20-22).

  • Rozeznawanie zła, które nas opanowuje i konieczność doświadczenia na nowo zbawienia

Zło posiada taką właściwość, że wciąga nas w swoje sidła powoli, z niezwykłą wprost cierpliwością, ale skutecznie. Kto zatem powinien prosić Boga, aby na nowo obdarzył go zbawieniem? Bp Ignacy Krasicki w jednej ze swoich bajek pokazuje dwie grupy ludzi:„Czegóż płaczesz? – staremu mówi czyżyk młody – masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody”. „Tyś w niej zrodzon – rzekł stary – przeto ci wybaczę; Jam był wolny, dziś w klatce i dlatego płaczę.” Ptaszki w klatce to utwór pochodzący z pierwszej księgi Bajek i przypowieści Ignacego Krasickiego. I chociaż w historii literatury interpretowana jest jako bajka polityczna, dotycząca sytuacji zniewolonego narodu, można spojrzeć na jej jeszcze głębszy uniwersalny wymiar. Jest to typowy przykład bajki epigramatycznej, gdzie bohaterami są dwa typy ludzi zobrazowanych za pomocą czyżyka młodego i czyżyka starego. Nie wiek odgrywa tutaj najważniejszą rolę, lecz doświadczenie wolności. Czyżyk stary jest typem człowieka, który doświadczył Boga żywego, życia w wolności dzieci Bożych, przebywania w żywych wspólnotach Kościoła, formowania się w grupach duchowego wzrostu. Później jednak sprawy tego świata i codzienne troski życia tak wciągnęły go w swoje wiry, że brakowało mu czasu na formowanie siebie, przebywanie w żywych wspólnotach Kościoła. Dar wolności dzieci Bożych zaczął dla niego tracić na wartości na rzecz kariery, dorabiania się, wygody życiowej. W końcu zaczęło mu brakować czasu dla Boga. Opływając w bogactwa i wygody, popadł w nowe zniewolenia. Zewnętrznym znakiem tego stanu jest wspomniana w bajce klatka. Takie życie jednak nie cieszy go i coraz częściej zaczyna popłakiwać i tęsknić za utraconą wolnością w Bogu. Wyjście z ponownej niewoli to oferta dla tego typu ludzi. Jest jeszcze typ ludzi, zobrazowanych przez czyżyka młodego. To ci, dla których pieniądz, wygodnictwo, kariera, korzystanie z przyjemności są najważniejsze. Hołdują oni mniejszym lub większym zniewoleniom, nie widząc w tym żadnego problemu. Często są to ludzie religijni z tradycji, którzy nie doświadczyli w swoim życiu spotkania z żywym Bogiem, jak również nie zasmakowali przestrzeni wolności dzieci Bożych. Czytając bajkę Krasickiego, można odnieść wrażenie, że bardziej godny żalu jest czyżyk młody, choć to nie on cierpi z powodu niewoli. Żyje w klatce, która stanowi dla niego środowisko naturalne i jedyne, jakie ów młodzian zna. Jest on jednak godny litości właśnie dlatego, że w zespole znanych mu doświadczeń brak tego najważniejszego: spotkania z żywym Bogiem i doświadczenia wolności dzieci Bożych. Może cierpienie i płacz starego czyżyka staną się dla niego zachętą do skorzystania z orędzia tych rekolekcji, gdyż przychodzi taki moment, kiedy człowiek ocknie się, ale wtedy wydaje mu się, że sytuacja jest już nie do odbudowania. Doskonale pokazuje to Giuseppe Verdi w operze, zatytułowanej ,,Nabucco”. Symfonia zła triumfuje, dźwięki destrukcji atakują nasze uszy, umysł, serce, emocje. Zdawać by się mogło, że nie ma już żadnej nadziei. Jednak w tym triumfie krzykliwych tonów zła gdzieś z oddali, jakby czymś przytłumiona, niepewnie, ale skutecznie przedziera się do naszych uszu muzyka wolności, którą tworzy „Reszta”, czyli ludzie wierni Bogu, zachowujący w swoich sercach Boże Życie. Trwają pośród oceanu zła. To ludzie, którzy nie dali się zniewolić, dlatego są deptani przez siły szatana, odrzuceni, zepchnięci na margines życia. To są owi biblijni anawim, ubodzy Pana. Takich właśnie ludzi wybiera Bóg, aby szli na czele drogi do wolności, aby dumnie nieśli jej sztandar, aby wydobywająca się z ich serc symfonia wolności dała początek wielkiemu zrywowi. Teraz pojawia się muzyka głośna, niczym szum wiatru, burza, ogień, trzęsienie ziemi, tworzona przez ludzi pełniących misję kapłańską, prorocką i królewską. Ludzie ci są owładnięci Duchem Świętym i wprowadzają nas w rzeczywistość nowego wyjścia, nowej Paschy, która jest naszą Paschą. Rozlegają się dźwięki, które oddają zapach Boga, zapach Chrystusa (2 Kor 2, 16). Oddają to, czego doświadczamy na zewnątrz w czasie nakładania poświęconego oleju w sakramencie chrztu, bierzmowania, namaszczania chorych, w sakramencie kapłaństwa. Na koniec muzyka przybiera barwę łagodnego powiewu. Św. Paweł zaleca Tymoteuszowi, aby z łagodnością pouczał wrogo usposobionych: bo może Bóg da im kiedyś nawrócenie do poznania prawdy i może oprzytomnieją i wyrwą się z sideł diabła, żywcem schwytani przez niego, zdani na wolę tamtego (2 Tm 2, 25-26). Tak wkracza nasz Bóg i wyprowadza nas z niewoli, i czyni nas dziećmi swojego Królestwa, i dziedzicami.

LIST DO WSPÓLNOT MODLITEWNYCH „LUDZI ZBOISK”

Wielce Szanowni „Ludzie Zboisk”

Podziwiam Każdą i Każdego z Was, że w tych czasach zamętu jeszcze coś Wam się chce, że macie siłę, aby działać na niwie Pańskiej. Kiedy Ojciec św. Franciszek mówi, że jest jak stary motocykl, który poruszając się na autostradzie dzisiejszego świata pędzącego z ogromną prędkością, zaś On, ze względu na wiek nie wyrabia, to ja go rozumiem, ale on przecież ma Instytucje Kościoła, które są przygotowane do tempa, którym biegnie świat. My jako Środowisko Katolickie „Ludzie Zboisk” nie mamy obowiązku dostosowania się do najlepszych biegaczy, gdyż jesteśmy mikroskopijną wspólnotą, która zaistniała na firmamencie Kościoła przemyskiego, za wiedzą i przyzwoleniem biskupa miejsca. Przeżywała ona swoje wzloty i upadki. Na przestrzeni historii tysiące ludzi utożsamiały się z nią, gdyż odnaleźli w niej sens życia. Od początku jestem w tej wspólnocie i Bogu dziękuję, bo stałem się przewodnikiem duchowym wielu, pomimo moich ułomności. Fantastyczni ludzie, których większość wędruje „swoimi” drogami, ale kiedyś wędrowali z nami mocno naciskali, aby stworzyć „regułę życia”. Wielu „matadorów” naszej wspólnoty było przeciw, twierdząc, że jesteśmy ruchem charyzmatycznym i nie potrzebujemy żadnych zapisów naszej działalności w formie pisanych reguł i zapisywanych katechez i nabo-żeństw, że liczy się tylko „duch wspólnoty”. Wszystko wskazywało, że mieli rację, bo wtedy we wspólnocie gromadziły się tłumy, dziesiątki kapłanów, były siostry zakonne, młodzież, młode rodziny i dzieci, przychodzili też ci, którzy zostali poranieni we własnych wspólnotach i przychodzili do nas. Wspólnota była również „oczkiem w głowie” byłego arcybiskupa, co ostatnio mi potwierdził w rozmowie z Siostrą Bgiege Mc Kenna, co sprawiało, że sporo ludzi przychodziło do niej z „innych” względów. Wystarczy wspomnień. W ostatnich latach wspólnota prze- żywa „kryzys”. Są jednak ludzie, którzy rozwiązanie tego problemu widzą w sprawach organizacyjnych, „no wicie rozumicie”, struktura wspólnoty, odpowiedzialni, szybka informacja, stworzenie „uprzywilejowanych kast”, czyli tzw. „duszenie się we własnym sosie”. Nowi ludzie, owszem niech przychodzą, ale to nie jest zadanie świeckich, co wybrzmiało na ostatnim spotkaniu na Taborze, to zadanie duchownych. Powinienem wtedy wyjść, ale do dziś nie wiem jaki diabeł mnie tam zatrzymał. Potem już było tylko gorzej, ale szczytem hipokryzji była odpowiedź na pytanie jakie tematy podjąć w czasie tzw. sesji „wśród rocznych”. Wszyscy „przez aklamację” zadecydowali, że będą to tematy tegorocznych rekolekcji wakacyjnych. Wszystko niby „okey”, bo przecież były spotkania z charyzmatykami, katechezy wakacyjne były uzupełnieniem tych spotkań, więc należy je powtórzyć. Wtedy powinienem wyjść z tego spotkania, nie wiem tylko jaki …. Przecież reguła naszej wspólnoty mówi, że rekolekcje „wśród roczne” są po to, aby wspólnota, animatorzy i inni posługujący mogli się odpowiednio przygotować do rekolekcji wakacyjnych.

Podzieliłem się moimi przemyśleniami z ks. Marianem Bocho i upłynęło niewiele czasu, aby on podzielił się swoim odkryciem, że rekolekcje wakacyjne będą miały temat „Ojcze nasz”. Odbyła się pierwsza sesja. Jeden z kapłanów środowiska postanowił ewangelizować w swojej parafii i przywożąc sporą grupę udowodnił, że czas się nie zmienił, że to myśmy się zmienili. Z ogromną pokorą trwając wiele lat w oczekiwaniu, ale zawsze będąc obecny, dyspozycyjny w 100% dla wspólnoty Bóg uczynił go znakiem, że można! Dziękuję Bogu za niego i jego ludzi, gdyż znam to uczucie. Poświęciłem zatem czas, aby wyszukać odpowiednie materiały, w myśl zasady, nic o nas bez nas! Przesyłam zatem materiały, dzięki uprzejmości P. Ryszarda i proszę, aby do końca lutego, po ich przestudiowaniu przesłać na mój i ks. Mariana adres: tarsmj@gmail.com; abbamarian58@gmail.com , wychodzi zatem jeden artykuł na tydzień.

Pozdrawiam ks. Jan

Dopowiedzenie do pierwszego listu, na podstawie duchowej lektury listu św. Ambrożego, biskupa, do biskupa Konstancjusza (List 2, 1-2. 4-5. 7).

W czasie chrztu św. zostałem włączony w kapłańską misję Chrystusa i jestem jak ów biskup Konstancjusz, który w oczach św. Ambrożego siedzi przy sterze swojej osobowości, aby statek, którym jest moje życie przeprowadzić przez potężne fale nawałnic i wiry rzeczywistości o nazwie „ten świat” Święty Ambroży przekonuje mnie, abym mocno trzymał ster wiary, bo przestrzeń w której przyszło mi żyć to wielkie i rozległe morze, ale nie powinienem się go lękać, bo sam Pan osadził tutaj, w tej rzeczywistości moje życie, zaś mnie umieścił w potężnej łodzi Kościoła, który został zbudowany na fundamencie Apostołów i jest niewzruszony, mimo iż wokoło niego burzy się rozpętane morze zła. Uderzają weń fale, lecz nie mogą nim zachwiać, a chociaż często prądy świata z szumem rozbijają się o niego, pozostaje on dla wszystkich zbawiennym i bezpiecznym portem. A jeśli nawet rzuca nim morze, to przecież unoszą go wody, te wielkie rzeki, o których powiedziano: Rzeki swój głos podnoszą (Ps 93, 3). Istotnie, płyną rzeki z łona Kościoła, wody zaczerpnięte z Chrystusa i udzielane przez Ducha Świętego mnie, dziecku Boga. Podnoszą one swój głos, bo przelewają się łaską Ducha. Ta rzeka nawadnia lud Boży, a jej wartki nurt rozwesela moją duszę ukojoną i pełną pokoju. Kto czerpie z pełni tej rzeki? Św. Ambroży wylicza: Jan Ewangelista, Piotr, Paweł, Apostołowie i dopowiada, że tylko tacy, którzy czerpią z rzek płynących z łona Kościoła są w stanie podnieść swój głos i nieść słowo Ewangelii aż po krańce ziemi, głosząc Pana Jezusa Chrystusa. Radzi zatem św. Ambroży, abym i ja uzyskał od Chrystusa to, by mój głos się podniósł, abym zbierał wodę Chrystusową, tę, która wysławia Pana. Św. Ambroży wskazuje miejsca, gdzie są te wody: chmury proroków, duchowe doświadczenie bycia na górze, umiejętność czerpania z różnych źródeł, deszcz padający z obłoków, a jak wiemy obłok jest znakiem żywej obecności Boga wśród Pielgrzymów tej ziemi. Po co czerpiemy te wody? Aby napełnić nimi swoje serce i umysł, aby całe moje życie owymi Bożymi wodami nasiąkło i abym sam nawodnił się z własnych źródeł. Św. Ambroży poucza, że dzieje się to wtedy, gdy wiele się czyta, słucha i pojmuje, bo ten, który jest pełen, może dawać innym. Tutaj na chwilę się zatrzymam, bo oto ks. Marian Bocho podzielił się duchową inspiracją, aby w czasie rekolekcji wakacyjnych Bóg wtajemniczył nas w przestrzeń Modlitwy Pańskiej. Przyjąłem to i nawet zacząłem gromadzić materiały, ale niepokoił mnie wewnętrzny głos: przecież to nie twoja sprawa, to sprawa ks. Mariana. Ok. pomyślałem i zamierzałem przekazać mu tę radosna wieść na rekolekcjach w Zboiskach. Tam z kolei, Bóg uczynił dla mnie widoczny znak w postaci ks. Ryszarda, który na rekolekcje przywiózł, sporo, jak na nasze ostatnie standardy ludzi. Co jest grane, pytam Pana Boga? Otrzymałem pewne natchnienie, aby odtworzyć w modlitwie te momenty historii naszej wspólnoty, kiedy wszystko opierało się na słowie Boga, kiedy kroczyliśmy za tym słowem, a słowo Boga owocowała w nas i wokół nas. Dla mnie takim momentem była grupa spotykająca się w WSD w Przemyślu, w pokoju ojca duchownego śp. ks. Bronisława Żołnierczyka, kiedy on pełnił niedzielną posługę poza budynkiem seminarium i użyczał nam swego pokoju. Spotykali się tam alumni: Józef Szmuc, Jan Smoła (piszący te słowa), Stanisław Jamrozek(obecnie biskup), Józef Trela (obecnie ks. prałat, w-ce kanclerz Kurii) i Krzysztof Saj. Wszyscy żyjący charyzmatem Światło-Życie, nurcie charyzmatycznym. Grupa szybko rozwijała się, dlatego później spotykaliśmy się w sali wykładowej. W 1986 roku odbyło się pierwsze Seminarium Odnowy w Duchu Świętym dla alumnów, które prowadzili: śp. ks. Marian Rajchel i ks. Tadeusz Szaniawski, proboszcz w parafii salezjanów w Przemyślu. Na zakończenie owej praktyki duchowej w czasie modlitwy wstawienniczej otrzymałem słowo: Pan niech pomnoży liczbę waszą i niech spotęguje waszą wzajemna miłość dla wszystkich, jaką i my mamy dla was (1 Tes 3, 12), Przemyśl 1986.06.19. Było to w czwartek, ks. Tadeusz Szaniawski z dumą wręczył mi otrzymane od Boga słowo, przez kogoś z zespołu napisane na odwrocie obrazka. Drugi moment to czas, kiedy dołączali inni kapłani, ks. Marian Bocho, o. Piotr Koloch OMI, ks. Ryszard Królicki i inni. Każdy z nich wnosił swój charyzmat, czego konsekwencją było pomnażanie liczby wspólnoty. Pojawiały się małe kryzysy i odejścia ze wspólnoty, ale nowi ludzie wnosili ogromny entuzjazm wiary i gorliwość, z nawiązką zapełniając luki po odstępcach. Trzeci moment wyznacza czas, kiedy widząc problemy zaczęliśmy pisać regułę życia wspólnoty, którą zaakceptował ówczesny metropolita przemyski, abp Józef Michalik. W liście pokazałem pewne odstępstwa od reguły i nieprawidłowości w jej przestrzeganiu, co może być przyczyną dzisiejszych problemów. W załączniku znajduje się pięć punktów pracy z katechezą, które są odzwierciedleniem systematycznej pracy duchowej wszystkich należących do wspólnoty, aby Pan pomnożył liczbę naszą i potęgował naszą wzajemna miłość dla wszystkich. Chociaż nie ma żadnej reakcji na mój list, to jednak postanowiłem go uzupełnić, aby to co powiedziałem było, jak poucza św. Ambroży, jasne, przejrzyste, oczywiste i zrozumiałe samo przez się, zaś moje wywody nie potrzebowały innego jeszcze uzasadnienia, lecz były same w sobie dowodem. Pierwsza zasada pracy z katechezą brzmi: Katechezę należy wysłuchać i za-notować. Wybrałem zatem 12 tekstów, jeden na tydzień pracy duchowej, aby każdy przepracować według zasady pracy z katechezą. Wszyscy uczestnicy naszych wspólnot po trzech miesiącach pracy duchowej będą mieli tak płonące dusze, że światło, które jest w nich pociągnie innych, którzy urzeczeni tym, co widzą i tym co mówisz, pójdą za tobą z dobrej woli tam, dokąd go poprowadzisz.

Życzę wytrwałej i systematycznej pracy duchowej, ks. Jan

 

Tutaj praktyczna wskazówki

Jak pracować z tekstem  

Należy potraktować to tak, jakbyśmy czytali katechezę, która odkrywa przed nami tajemnice duchowości, dlatego na początku należy przed Panem stanąć w modlitwie. Przypominam, że jeden tekst rozważamy przez cały tydzień, z notatnikiem duchowym w ręku (można pisać na komputerze). Naszą pracę duchową rozpoczynamy od powolnego, uważnego czytania, nigdzie się nie śpieszymy. Na to możemy poświęcić dwa, a nawet trzy dni, oczywiście jako praktykę duchową, jako czytanie duchowe, jako modlitwę. Czytając, w naszym notatniku zapisujemy skróty: na czerwono bądź w innym kolorze, co nas dotknęło, na niebiesko, co nie rozumiemy. Więcej nic nie piszemy, tak jakby ten tekst nas nie dotyczył

 

Katecheza I – PAN BÓG JEST, KOCHA NAS I MA DLA NASZEGO ŻYCIA WSPANIAŁY PLAN

CEL KATECHEZY

Pierwsza katecheza ma uświadomić istnienie Boga jako Osoby, która kocha i troszczy się o każdego. Dziś nierzadko ma się wrażenie, że Bóg jest traktowany jak pewna abstrakcja, a Jezus Chrystus jako postać jedynie historyczna. Szerzy się idea deizmu i agnostycyzmu, a niestety coraz częściej ateizmu. Człowiek współczesny, tak bardzo poraniony, musi uświadomić sobie, że jest Stwórca, który chce jego dobra i ma realny wpływ na jego życie. Celem tej katechezy jest też zrozumienie istoty miłości, o której mówił Sobór Watykański II: „Człowiek (…) nie może odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego” (Gaudium et spes, nr 24).

TREŚĆ KATECHEZY

  1. W tej katechezie chcemy spojrzeć na Boga jako Miłość, która kocha każdego człowieka. Zaczynamy tę refleksję od słów Jezusa: „Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i że Ty ich umiłowałeś, tak jak Mnie umiłowałeś (J 17,23). Jest to wielka prawda, że zostaliśmy umiłowani taką samą miłością, jaką Bóg Ojciec umiłował swojego Syna Jezusa Chrystusa. A jest to miłość nieskończona. Jest to fragment modlitwy arcykapłańskiej Chrystusa, można powiedzieć jest to fragment Jego testamentu. Już za chwilę Jezus będzie pojmany i odda swe życie za nas. Spójrzmy więc na prawdę o Bożej miłości do nas.
  2. Wielcy naukowcy, którzy badali ten świat dochodzili do wiary w Boga. „Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Sprawcę. (…) jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat – jakże nie znaleźli rychlej jego Władcy?” (Mdr 13,5.9). Oto niektóre wypowiedzi znanych naukowców i fizyków:
  3. Teraz zastanówmy się, dlaczego zdarza się nam wątpić w istnienie Boga i w Jego miłość. Zasadniczo można by wymienić następujące przyczyny takiego stanu ducha:
  4. a) Jest to skutek grzechu pierworodnego, który zaciemnił rozum, uszkodził ludzką naturę. Człowiek po grzechu pierworodnym często błądzi i gubi prawdę. Nie ma już takiego poznania Boga, jak Adam i Ewa w raju. Mimo iż Bóg daje światło chociażby poprzez słowo Boże czy głos Kościoła, to i tak człowiek może je zagłuszyć i pogubić się.
  5. b) Nie do końca znamy Boga (stereotypy o groźnym sędzim, o Bogu mściwym w Starym Testamencie). Rzeczywiście niektóre wydarzenia Starego Testamentu są dla nas trudne do przyjęcia, jak np. Boży rozkaz wybicia narodów Kanaanu. Była to konsekwencja za uprawianie przez te ludy kultów demonicznych, był to skutek ich grzechów. Jednak wiele fragmentów Starego Testamentu mówi o Bogu kochającym, miłosiernym, a nawet porównuje Go do matki. „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15).
  6. c) Patrzymy na Boga, który „ogranicza” dając przykazania, a przecież są to znaki drogowe dla naszego życiowego bezpieczeństwa. Przykazania dają prawdziwą wolność w sercu. Chronią przed zniewoleniami. Bóg jako kochający Ojciec ostrzega nas. Jako Stwórca ma prawo dać swojemu stworzeniu zasady życia – Przykazania. Czyni to z miłości do swojego stworzenia.
  7. d) Nie rozumiemy tajemnicy cierpienia, które jest zbawcze (jest drogą do nieba, a krzyż jest narzędziem zbawienia). Cierpienie upodabnia do Jezusa, jest formą pokuty za grzechy… Niestety często nieszczęścia czy życiowe dramaty stają się przyczyną buntu przeciwko Bogu. Cierpienie rozumiemy jedynie przez pryzmat krzyża Chrystusa. Ono nabiera sensu jedynie połączone z krzyżem Chrystusa.
  8. e) Jesteśmy poranieni, ponieważ nie doświadczyliśmy miłości np. od ojca ziemskiego (jest w jakiś sposób obrazem Boga) czy małżonka. Nie znamy więc z doświadczenia miłości bezinteresownej. Ponadto może i w domu nie przekazano nam żywej wiary.
  9. Sobór Watykański II mówi: „Człowiek (…) nie może odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego” (Gaudium et spes, nr 24). To właśnie jest definicja miłości: dać siebie, nic z tego nie mając. Kochać mimo niezrozumienia czy nawet odrzucenia. Taka też jest miłość Boża, jest darem bezinteresownym, bo przecież tak często my jesteśmy niewierni wobec Jego miłości. Miłość Boża najpełniej objawiła się w Ofierze Jego Syna za nasze grzechy. W pierwszym liście św. Jana czytamy:
  10. a) „Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna Swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 8b-10).
  11. b) „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi, i rzeczywiście nimi jesteśmy” (1 J 3,1).
  12. Tę miłość Bożą zauważyć możemy w historii Narodu Wybranego. Bóg ten naród ukształtował, wyprowadził z Egiptu, przeprowadził przez Morze Czerwone, żywił manną i przepiórkami przez 40 lat, a następnie wprowadził do Ziemi Obiecanej. Troszczył się o niego. Jednym z przejawów Bożej troski o ten lud było rozstąpienie się wód Morza Czerwonego. W Księdze Wyjścia czytamy: „Wyście widzieli, co uczyniłem Egiptowi, jak niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie” (Wj 19,4).
  13. „Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić (Ef 5,25). Kolejnym przejawem Bożej miłości jest Jego miłość do Kościoła, który założył sam Jezus. Głową widzialną tego Kościoła jest papież. Tenże Kościół jest dziełem Bożej miłości i narzędziem zbawienia. O Kościele Chrystusowym poświęcona będzie osobna katecheza.
  14. Największym skarbem Kościoła jest Eucharystia, Ofiara Mszy św. W niej na sposób bezkrwawy uobecnia się męka i śmierć Chrystusa. „W tym darze Jezus Chrystus przekazał Kościołowi nieustanne uobecnienie tajemnicy paschalnej” (bł. Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia, nr 5). Nie ma większego daru jak Msza św., a następnie przyjęcie Chrystusa w Komunii św. „Sacramentum caritatis” – „sakrament miłości” brzmi tytuł adhortacji apostolskiej Benedykta XVI o Eucharystii. Msza św. jest więc dziełem Bożej miłości. Tej miłości eucharystycznej poświęcimy katechezę szóstą.
  15. Również przejawem Bożej miłości do nas jest oddanie nam Maryi za matkę. Św. Jan stojący pod krzyżem w imieniu całego Kościoła, usłyszał z ust Jezusa: „Oto Matka twoja” (J 19,27). Jakże cennym darem jest matka. Jezus dał nam swoją Matkę Maryję. Ona stała się Matką Kościoła i każdego z nas. „Poczynając, rodząc i karmiąc Chrystusa, ofiarowując Go w świątyni Ojcu i współcierpiąc ze swoim Synem umierającym na krzyżu, w całkiem szczególny sposób współpracowała w dziele Zbawiciela przez posłuszeństwo, wiarę, nadzieję i żarliwą miłość dla odnowienia nadprzyrodzonego życia dusz ludzkich. Dlatego stała się nam matką w porządku łaski” (Sobór Watykański II, Lumen gentium, nr 61).
  16. Godne uwagi w kontekście poruszanego tematu są objawienia dane siostrze Eugenii Elizabecie Ravasio (1907-1990). Są to krótkie orędzia Boga Ojca uznane przez Biskupa Grenoble Aleksandra Caillot. Po dziesięciu latach wnikliwych badań pisma te zostały zaopatrzone w Imprimatur. Bóg Ojciec przyszedł do niej w postaci człowieka, by przypomnieć ludzkości o swojej miłości. Choć oczywiście wiara w te treści jest rzeczą dobrowolną, przeczytajmy fragmenty z tych orędzi:
    a) „Nie mogę już drugi raz ofiarować Mojego umiłowanego Syna, aby udowodnić Moją miłość do ludzi! Jednak przychodzę między nich, przyjmując podobieństwo do nich i ich ograniczoność, aby ich kochać i aby poznali tę Miłość. Popatrz, odkładam Moją koronę i całą Moją chwałę, aby przybrać postawę zwyczajnego człowieka”.
    b) „Gdyby życie i śmierć jednego z moich stworzeń – podobna do śmierci Mojego Syna – wystarczyła na zadośćuczynienie za grzechy innych ludzi, zawahałbym się. Dlaczego? Dlatego, że zdradziłbym Moją Miłość skazując na cierpienie inne dziecko, które kocham, zamiast cierpieć samemu w Moim Synu. Nie chciałbym nigdy sprawiać cierpienia swoim dzieciom”.
    c) „Żyję z ludźmi w większej zażyłości niż matka ze swymi dziećmi. (…) Moja Miłość Ojca i Stworzyciela każe Mi odczuwać tę potrzebę kochania człowieka. (…) Ludzie myślą, że jestem groźnym Bogiem i wtrącam całą ludzkość do piekła. Co za niespodzianka przy końcu czasów, kiedy ujrzą, że bardzo wiele dusz, które uważali za stracone, cieszy się wieczną szczęśliwością wśród wybranych!”.
  17. Benedykt XVI powiedział: „Nie jesteśmy przypadkowym i pozbawionym znaczenia produktem ewolucji. Każdy z nas jest chciany, każdy miłowany, każdy niezbędny”. Podejmując temat Bożej miłości poruszamy prawdę o Opatrzności. Bóg troszczy się o każde swoje stworzenie, o każdego z nas. Tę prawdę ukazują fragmenty Pisma św.: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię” (Jr 1,5a).

Ty bowiem utworzyłeś moje nerki (ciało). Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twe dzieła. I dobrze znasz moją duszę, nie tajna ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi. Oczy Twoje widziały me czyny i wszystkie są spisane w Twej księdze; dni określone zostały, chociaż żaden z nich jeszcze nie nastał” (Ps 139,13-16).

W Chrystusie bowiem wybrał nas [Bóg] przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa (Ef 1, 4-5).

Podobnie Anioł stróż dany każdemu człowiekowi jest przejawem Jego troski i miłości.

  1. Boża Opatrzność prowadzi nas przez ścieżki tego życia do wiekuistych radości nieba. O tej rzeczywistości wiecznego szczęścia mówi Pan Jezus tymi słowami: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14,2-3). To miejsce w niebie jest dla nas przygotowane za cenę męki i śmierci Chrystusa. Czy to nie jest przejaw Bożej miłości? Ta miłość ojcowska jest jednak wymagająca, ponieważ Bóg chce doprowadzić swoje dzieci do stanu doskonałości. „Kogo miłuje Pan, tego karci, chłoszcze zaś każdego, kogo za syna przyjmuje. Trwajcie w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? (…) czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości” (Hbr 12,6-10).
  2. Tak podjęliśmy wspólnie refleksję nad Bożą miłością. Bóg jest tym, który pragnie mieć wpływ na moje życie. Chce mnie prowadzić i żyć ze mną w niebie. Jest taka znana opowieść obrazująca dzisiejszy temat: „Pewnej nocy ktoś miał sen, śniło mu się, że spacerował po plaży z Chrystusem, na ekranie nocy ukazały się wszystkie dni jego życia. Patrząc wstecz zobaczył, że przy każdym dniu jego wędrówki przedstawionej na ekranie znajdowały się na piasku dwie pary stóp. Śledząc je na całej drodze, dotarł aż do kresu swoich dni. Stanął wtedy spoglądając wstecz i spostrzegł, że na niektórych odcinkach widniał tylko jeden ślad. Przedstawiały one najtrudniejsze dni jego życia, dni największych zmartwień, największych lęków i największych cierpień. Wtedy zapytał: „Panie, obiecałeś mi, że będziesz razem ze mną przez wszystkie dni mojej wędrówki. Dlaczego więc opuściłeś mnie w najtrudniejszych chwilach mojego życia?”. A wtedy Pan odpowiedział: „Synu mój, wiesz dobrze, że jeśli obiecałem ci, że będę z tobą przez wszystkie dni twojej podróży i że nie opuszczę cię ani na chwilę, to dlatego, że bardzo cię kocham. Dotrzymałem mojego słowa… Kiedy widziałeś na piasku tylko jedną parę stóp, to były chwile, w których musiałem nieść cię na ramionach”.

Czy uwierzyłem już w Bożą miłość do mnie? Niech każdy sam sobie osobiście odpowie na to pytanie.

 

                      KATECHEZA II.

       Grzech jako trucizna dla Nowego Życia w człowieku.

Grzech na kartach Biblii jest ukazywany, jako niszczyciel życia Bożego w człowieku, owego Nowego Życia. Celem obecnej katechezy jest, przestrzec słuchaczy przed grzechem. Można to uczynić posługując się różnymi środkami przekazu. Posłużymy się wierszem napisanym przez współczesnego poetę, satyryka Andrzeja Ozgę, trzykrotnego laureata piosenki aktorskiej we Wrocławiu. Poeta kreśli testament Lukrecji Borgia (1480-1519), kobiety na tyle pięknej, bogatej i wpływowej, co nieszczęśliwej, uwikłanej w polityczne rozgrywki potężnych rodów, co było przyczyną jej samotności i tragedii życiowej. Posłuchajmy słów poety w kontekście recepty na truciznę, która zatruwa, niszczy życie duchowe, czyli grzechu. Ważne jest, że grzech nie pojawia się ot, tak sobie, lecz rodzi się i rozwija w czasie. Można zatem mówić o pewnym procesie powstawania grzechu.

Wstęp: Grzech związany jest z konkretnym człowiekiem.

„Świadoma swoich chwil ostatnich na tym przeklętym łez padole. Z myśli rozdartych i bezładnych sporządzam swą ostatnią wolę:
Ze świata, który tkwi w zamęcie brnąc ku światłości wiekuistej zostawiam dla was w testamencie zwięzłą receptę na truciznę”. (Andrzej Ozga)

1. Pogarda dla gorących w wierze.

„Wrzućcie do kotła jeśli wola pogardę dla gorących w wierze…”
Ciekawe spojrzenie poety na proces rodzenia się grzechu, ciekawe stwierdzenie, że grzech zaczyna się właśnie tutaj, od pogardy dla gorących w wierze. Aby to zrozumieć warto przytoczyć słowa z Księgi Apokalipsy: „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 15-16). Widzimy zatem, że walka toczy się o gorących w wierze, gdyż zimni sami się wyłączyli ze wspólnoty, letnich wyłącza sam Chrystus, bo w chrześcijaństwie nie ma miejsca na letniość. To gorący w wierze są ową solą i światłem, glebą, dzięki której Słowo wydaje plon, znakiem obecności i działania Boga w świecie, są ogromnym zagrożeniem dla szatana. Pod słowem pogarda rozumiemy wszelkie działania sił ciemności, które zmierzają do tego, aby ludzi, którzy gorącą wiarę uznają jako wartość życia i samą wartość gorącej wiary lekceważyć, uznawać za bezwartościowych, nie liczyć się z nimi, mieć za nic, odrzucić. Działania te mają za cel, aby ludziom gorącym w wierze wyperswadować taką postawę, jako nie dzisiejszą, bezwartościową i. t. p. Im więcej ludzi okazuje pogardę dla gorących w wierze, im więcej zaczyna wierzyć, że w dzisiejszych czasach nie warto w taki sposób przeżywać swojej wiary, tym bardziej siły ciemności tryumfują. Przepiękny obraz znajduje się w jedenastym rozdziale Apokalipsy mówiący o dwóch ludziach gorącej wiary pośród miasta zepsutego, zatrutego grzechem. Siły ciemności wydały im wojnę i zabiły. Teraz świętują swoje zwycięstwo nie pozwalając pochować ciał ludzi Boga, aby okazać im pogardę, że nie warto być gorącym w wierze. Stan pogardy może jednak trwać tylko do czasu, kiedy Bóg upomni się o swoich ludzi, bo przecież zwycięstwo nad złem i grzechem zostało już ostatecznie odniesione, dlatego też tekst biblijny jako finał pokazuje ostateczną chwałę zwycięzców, świadków Boga, ludzi gorącej wiary. Słowo Boże przestrzega, że pogarda idzie zawsze za człowiekiem występnym (por. Prz 18,3 ; Ps 10,13)

2. Małe zdrady, odstępstwa

„….i kilka ździebeł rwanych z pola waszych codziennych sprzeniewierzeń”.
Słowo sprzeniewierzyć się oznacza odstępstwo, zdradę, nie dotrzymanie czegoś. Już samo brzmienie tych słów przeraża nas, bo jak będziemy się czuć gdy, ktoś o nas powie odstępca, zdrajca, człowiek nie potrafiący dotrzymać czegoś. W procesie rodzenia się grzechu ważne jest (tak zaplanował ojciec grzechu szatan), aby to wszystko pojawiało się w naszym codziennym życiu w formie minimalnej, niezauważalnej dla innych, lecz musi się pojawiać systematycznie, codziennie powinniśmy się czemuś sprzeniewierzyć. Małe odstępstwa od tradycji ojców, zdrady przekazanych nam ideałów, brak dotrzymania słowa danego Bogu, człowiekowi, bądź Kościołowi. Ważny jest tutaj nawyk, praktykowanie sprzeniewierzenia, „od rzemyczka do koniczka”- jak mówi stare porzekadło. Ojciec pustyni Palladiusz w Historii Lausiaca opowiada historię pustelnika Natanaela, który wsławił się tym, że przez całe życie nie złamał postanowienia trwania w jednej celi. Natanael zapragnął wieść życie pustelnicze i zbudował sobie celę, ale demon, który drwi sobie ze wszystkich i wszystkich oszukuje doprowadził do tego, że pustelnik obrzydził sobie swoją celę, odszedł z tego miejsca i zaczął budować inną. Kiedy po kilku miesiącach trudów ukończył swoją pracę i zamieszkał w niej, pewnej nocy przyszedł do niego demon pod postacią żołnierza ubranego w łachmany i smagając go skórzanym biczem robił wiele hałasu. Kiedy Natanael zapytał go kim jest, ten odpowiedział: „Jestem tym, który cię wygnał z poprzedniej celi, a przyszedłem po to, żeby i stąd cię przepędzić”. Wówczas pustelnik zrozumiał, że z niego zakpiono, powrócił do dawnej celi i do swojej śmierci zamieszkiwał w niej, walcząc z różnymi pokusami, aby wytrwać w powziętym postanowieniu. Łamanie postanowień, przyrzeczeń danych Bogu, sobie, czy innym ludziom, nawet w małych sprawach, niezauważalnych dla innych, to jeden z komponentów owej trucizny zabijającej w nas Nowe Życie.


  1. Małe zbrodnie


„…dodajcie wasze małe zbrodnie, tak łatwe w tłumie do ukrycia, które tłumaczyć chcecie zgodnie twardymi regułami życia”.

Zbrodnia, to zabicie, zniszczenie jakiegoś życia (np. modlitwa codzienna, coniedzielna Msza św., czas dla rodziny, zaangażowanie w życie duchowe Kościoła), zresztą my sami najlepiej potrafimy zobaczyć to, co otrzymaliśmy od Boga jako dar Nowego Życia, co w nas obumarło, często przy naszym współudziale. Problem polega na tym, że energię wewnętrzną, którą moglibyśmy wykorzystać na refleksję, czy rachunek sumienia wykorzystujemy na tłumaczenia swoich małych zbrodni tzw. „twardymi regułami życia”, które narzuca nam dzisiejszy świat i wmawiamy sobie, że jeżeli chcemy utrzymać się na powierzchni, zapewnić godny byt sobie, swojej rodziny musimy to wyzwanie podjąć kosztem zabicie, zniszczenia, usunięcia czegoś, co nie jest przecież istotą naszej wiary. Scenariusz diabła jest prosty: musimy uśmiercać coraz więcej owoców Nowego Życia, aby sprostać twardym regułom życia.


  1. Nienawiść


„Dodajcie owej nienawiści, co choć jest tępą i bezkrwawą , lecz żyje w każdej waszej myśli i jest codzienną waszą strawą”.

Mówiąc o nienawiści wkraczamy w sferę uczuciową człowieka. Nienawiść określana jest jako silne uczucie niechęci i wrogości do kogoś lub czegoś. Uczucie to przybiera postawę dzikości, gwałtowności, namiętności, zażartości, żywiołowości, wybuchowości. Nienawiść potrafi być głucha, ślepa, skryta, jadowita, wzbierająca, ale również bezsilna. Dla szatana ważne jest, aby żyła ona w nas, abyśmy mieli swojego wroga, abyśmy z nim walczyli angażując się przede wszystkim emocjonalnie. Bez owej niechęci do kogoś, bądź czegoś nie potrafimy żyć. Ważne jest zatem, aby nienawiść stała się naszym codziennym pokarmem. W 2004 roku odszedł do wieczności Czesław Niemen (1939-2004), artysta, który w latach sześćdziesiątych wszedł na arenę kultury polskiej piosenką manifestem: Dziwny jest ten świat

Dziwny jest ten świat,

gdzie jeszcze wciąż mieści się wiele zła

I dziwne jest to, że od tylu lat człowiekiem gardzi człowiek

Dziwny jest ten świat,

świat ludzkich spraw.

Czasem, aż wstyd przyznać się.

A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak jak nożem

Lecz ludzi dobrej woli jest więcej

i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim. 

Nie! Nie! Nie!

Przyszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie

Nic dodać nic ująć!!!!!!!!!!!!


  1. Pycha


„Dodajcie wasza zwykłą pychę, sny o potędze, czcze złudzenia, protestów waszych szepty ciche, i wrzask chóralny przyzwolenia. Minionej chwały zwiędłe kwiecie i wciąż obecny smak przegranej, to czego widzieć już nie chcecie i to co widzieć jest wam dane”.

Pycha, jeden z siedmiu grzechów głównych, inaczej mówiąc za wysokie mniemanie o sobie, wyniosłość, zarozumiałość, a wszystko to jest niezgodne z rzeczywistością, czyli rzeczywistym prawdziwym obrazem siebie, dlatego jest tylko snem o potędze, złudzeniem, odwoływaniem się do przeszłości, która niestety przeminęła. W dzisiejszej rzeczywistości jest inaczej, nie ma tytanów wiary, niezwykłych wydarzeń, możemy tylko o tym poczytać w książkach historycznych, bądź usłyszeć w budujących, zachęcających nas do podjęcia czynów wiary przykładach. Dziś raczej jesteśmy na pozycji przegranych i patrzymy na coś, czego tak naprawdę nie chcielibyśmy oglądać. Może nawet rodzą się w nas pragnienia, aby zaprotestować przeciw otaczającej nas zewsząd rzeczywistości, lecz prawda jest taka, że wszystko na co nas stać, to cichy szept, tak wypowiedziany, aby nie został przez nikogo dosłyszany. Lepiej aby nasi znajomi utożsamiali nas z wszechobecnym chóralnym wrzaskiem przyzwolenia.


  1. Lęk


„Strach co wam w gardłach tkwi jak kołek, próżność , co nigdy w was nie słabła. Grosz odłożony dla Anioła z żołdów płaconych wam przez diabła”.

Lęk, uczucie trwogi, obawy przed czymś, bądź kimś, niepokój. Diabeł pragnie, aby za pomocą lęku, strachu zniewolić człowieka, aby ten ciągle się czegoś obawiał, czymś niepokoił. Lęk, w planie diabła, powinien zawładnąć emocjami człowieka, który zrobi wszystko, aby ukryć to przed innymi. Zakłada wtedy parawan próżności, czyli małostkowej ambicji, aby się za nim ukryć. Człowiek zniewolony lękiem dołoży wszelkich starań, aby zwrócić na siebie uwagę, zaimponować innym. Potrafi być bardzo ofiarny, ale pieniądz ofiarowany na szlachetne cele wydobywa z mieszka napełnianego przez diabła, za pracę dla niego wykonaną, czyli za owocny trud niszczenia Królestwa Bożego w rzeczywistości w której żyje. 5


  1. Niedopowiedzenia, niejasność


„A gdy się już ten jad uwarzy, niech każdy czerpie go w swą czaszę, przyjrzyjcie się tej lepkiej mazi, a potem pijcie, bo to wasze. Niech się mój jad rozlewa wokół i niechaj jątrzy wam sumienie, niech burzy wam wasz błogi spokój karmiony niedopowiedzeniem. Oto wyznanie mojej wiary, jad co potęgę ma tak wielką. Lukrezja B. księżna Ferrary nazwana przez was trucicielką”.

W dokumentach Kościoła spotykamy określenie grzechu jako tajemnica bezbożności, niejasność, niedopowiedzenie. Taki właśnie jest grzech. Rodzi się w naszym wnętrzu, dojrzewa, wydaje owoce. Cel jego jest jeden: zniszczyć życie Boga w nas, bezwzględnie wydać walkę wszelkim pierwiastkom, przejawom Bożego życia w nas.

 

Trzecie prawo nowego życia:  Jezus Chrystus jest jedynym, Bożym rozwiązaniem problemu grzechu i winy człowieka. Przez Niego możesz poznać Bożą miłość i plan dla twego życia. 

Trzecie Prawo Nowego Życia mówi wprost, że problemu grzechu, który oddziela nas od Boga człowiek nie jest w stanie rozwiązać o własnych siłach. Potrzebujemy pomocy z zewnątrz, która przychodzi w osobie Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który przyszedł na ziemię, aby rozwiązać problem ludzkiego grzech. Jego chwalebne życie, Męka, Śmierć, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie i Zesłanie Ducha Świętego, to duchowe przestrzenie naszego zbawienia. Rekolekcje są duchową przestrzenią, na którą zaprasza nas Jezus, uroczystą celebracją zwycięstw odniesionych w bitwach duchowych. Zbawiciel przychodzi nam z pomocą w rozwiązaniu problemu naszego grzechu, ale potrzebuje naszego zaangażowania. Pragnę pokazać pięć przestrzeni, do których Jezus nas zaprasza, abyśmy włączyli się do jego walki o nasze i innych zbawienie.

Walka duchowa o święty czas spotkania z Bogiem

Święty czas spotkania z Bogiem, czyli osobista modlitwa, niedzielna Eucharystia, spotkanie w małej wspólnocie, rekolekcje stanowią duchową przestrzeń, gdzie rozgrywa się bitwa, aby Bóg mógł dokonać przemiany naszego życia. Czas takiego spotkania wyznacza Pan, kiedy przechadza się w przestrzeni ludzkiej duszy (zob. Rdz 3, 8). Człowiek jednak za pomocą zewnętrznych znaków (kroki Pana Boga, powiew wiatru) potrafi rozeznać ów czas. Jeżeli zaplanujemy możliwość doświadczenia takiego czasu, jak chociażby obecne rekolekcje, to nie tylko trzeba otoczyć go modlitwą, ale codziennie walczyć, aby w tym czasie, w konkretnym miejscu być i wierzyć, że będą się działy Boże sprawy, dokona się przemiana mojego życia. Oddział wojowników naszej wspólnoty powinien wcześniej stoczyć bitwę duchową, aby pole bitwy o święty czas w konkretnie wyznaczonych dniach, w konkretnym ośrodku rekolekcyjnym było owiane tryumfem zwycięstwa.

2. Walka duchowa o moc ukrytą w przestrzeni słowa Bożego, głoszonego i słuchanego

Przemiana naszego życia dokonuje się mocą, która jest ukryta wewnątrz słowa Bożego. Ta duchowa przestrzeń jest zabezpieczona przed ludźmi uwikłanymi w strukturach zła, które Ewangelista Jan oddaje terminem „ten świat”. Zatem każdy głosiciel słowa Bożego powinien najpierw sam doświadczyć owej mocy, aby stając przed słuchaczami być jej świadkiem w myśl łacińskiej maksymy: verba docent, exempla trahunt (słowa pouczają, przykłady przyciągają, skłaniają do naśladowania). Tylko głosiciel, jako świadek Bożej mocy może przyciągnąć słuchaczy i sprawić, że skłonią swoje serca do wejścia w przestrzeń słowa Bożego, gdzie znajduje się owa moc. Inaczej będzie tylko nauczycielem, a św. papież Paweł VI mówi, że dzisiejszy świat potrzebuje bardziej świadków niż nauczycieli, jeżeli potrzebuje nauczycieli, to tylko wtedy, gdy są równocześnie świadkami.

3. walka duchowa o ludzi zasługujących na wiarę, którzy będą zdolni świadczyć o Jezusie

      Należy podjąć duchową walkę o ludzi wiernych Bogu, którzy są często wyrzucani na margines życia społecznego, cierpią różnego rodzaju prześladowania, ze względu na swoją wiarę, są jak owi biblijni anawim, ludzie pokładający całkowitą ufność w Bogu. O takich ludzi w naszych środowiskach trzeba się modlić, ale trzeba też otoczyć ich swoją obecnością, gdyż często cierpią ogromna samotność. Św. Paweł przekonuje nas, że trzeba też z nimi dzielić się słowem Bożym: …co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków, przekaż zasługującym na wiarę ludziom, którzy też będą zdolni nauczać i innych (2 Tm 2, 2).

4. walka duchowa o wspólnotę Kościoła, przestrzeń mojego rozwoju duchowego

Dziś, kiedy w praktyce realizowana jest zasada Antychrysta: Chrystus tak, Kościół nie, należy tym bardziej modlić się o wspólnotę Kościoła, począwszy od tej najmniejszej, czyli rodziny, którą atakują szatańskie hordy i ludzie na ich usługach. Modlimy się również za małe wspólnoty, za nasze parafie, diecezje, wspólnoty zakonne i cały Chrystusowy Kościół. Musimy mieć świadomość, że Kościół jest instytucją skupiająca w sobie wiele urzędów, ale przede wszystkim Mistycznym Ciałem Chrystusa, gdzie każdy z członków spełnia swoje zadanie za pomocą charyzmatów, czyli darmowych darów, umiejętności danych od Boga. Kościół zarówno instytucjonalny, który stanowi szkielet podtrzymujący wszystko, jak i duchowy jest przestrzenią, gdzie rozwija się nasz osobowość na wzór Osoby Jezusa Chrystusa, który jest Bogiem i Człowiekiem zarazem. Jest to teren walki duchowej w której każdy wierzący ma obowiązek uczestniczyć, nie tylko na modlitwie, ale poprzez różne inicjatywy społeczne i kościelne. Tutaj nie ma miejsca dla obserwatorów.

 

 

Chrzest
Spowiedź
I Komunia
Msza Święta
Bierzmowanie
Małżeństwo
Namaszczenie
Pogrzeb

Preferencje plików cookies

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.